czwartek, 25 października 2012

Kebab, Kebap

Wydarzenie miało miejsce w czasie szkoły. Wyszliśmy na okienku podczas drugiej godziny lekcyjnej z kumplami na miato bo chcieliśmy iść na kebaba. Idziemy, idziemy, przechodzimy przez pasy i nagle drogę zajeżdża nam cywilny samochód - z początku myślałem, że ktoś chce się zapytać o drogę czy coś, ale słyszę: "Policja, proszę zejść na chodnik i zaczekać." Z samochodu wychodzą dwie policjantki(blondynka i brunetka) i jeden facet (koks). Wyjaśniają, że muszą nas przesukać, ponieważ szukali narkotyków i papierosów. Spokojnie zaczynaliśmy opróżniać kieszenie i pokazywać zawartość plecaka, nawet sprawdzali nasze zeszyty, czy w ogóle coś piszemy i oceniali nasz charakter pisma. Podczas tego brunetka wypytywała nas o imię, nazwisko i adres. Powtarzamliśmy wszytko  powoli i wyraźnie, ale i tak "COOO?!" pytała się o to samo dziesięć razy.
Kiedy w końcu okazało się, że jesteśmy czyści jak łza i nic w zasadzie nie zrobiliśmy, postanowili nas odwieść do szkoły - tutaj pojawia się problem, jeśli chodzi o wytłumaczenie gdzie nasza szkoła się znajduje, bo oczywiście policjanci kompletnie nie znają miasta...pojawił się też drugi problem, samochód był mały zaledwie 5-osobowy przy maxymalnym ścisku. Policjant (ten koks) postanowił, że nas odwiezie pod szkołę, a dziewczyny mogą sobie iść z buta (no tak...zorganizowani). Ładujemy się do tego samochodu, to chyba była Toyota, nie dość, że mało miejsca bo ściśnięci byliśmy tak, że ledwo co mogliśmy się ruszyć to jeszcze na podłodze walały się kubki po kawie, jakieś czipsy itp.
Podczas tej jazdy, rozmawialiśmy z tym policjantem, czy dzisiaj jesteśmy pierwsi czy mieli już jakąś inną interwencję(jeśli można to interwencją nazwać), Mówił, że codziennie jeżdżą pod tzw. zawodówkę, gdzie pali jakieś 90% osób ze szkoły, ale nie chce im się tam już jeździć bo mają za dużo roboty - postanowili wykazać się na innym terenie...no tak lepiej odwozić do szkoły osoby, które chciały iść na kebaba niż spisywać jakiś inny gang JP za palenie w miejscu publicznym. Podczas tej jazdy pytał się nas gdzie chcieliśmy iść na tego kebaba, podaliśmy mu nazwę restauracji na co on odpowiedział nam "JA SŁYSZAŁEM, ŻE TAM SĄ ZJEBANE, JA KIEDYŚ JADŁEM TAKIEGO DUŻEGO, NA PRAWDĘ BYŁ DUŻY, ALE TO POD SZCZECINEM..." Porzucał jeszcze trochę mięsem w dalszej części rozmowy, aż w końcu dzwoni telefon, a na dzwonku ustawiony hit "Opaa Gangnam style": "Mamo?! Jestem na interwencji zadzwonię później, co? Tak, zrób schabowe zadzwonie później cześć!". Wjeżdża na parking szkoły, szkoda tylko, że nie do tej do, której my chodzimy - wyjaśnialiśmy mu jeszcze tak z 10min. jak ma jechać. W końcu dojechał, zatrzymaliśmy się na poboczu, aby poczekać na policjantki, które cały czas szły na pieszo - no trochę poczekaliśmy, przez okno widzieliśmy jak jeszcze zatrzymywały się przed sklepem z ciuchami aby skomentować jakiś ciuszek...w końcu doszły, wyszliśmy z auta i udaliśmy się w kierunku szkoły. Nawet kiedy było już ją widać na wprost nas, to i tak cały czas skręcali w różne strony, co chwile musięliśmy wprowadzać małą korektę jeśli chodzi o kierunek marszu. Filip - jeden z moich kumpli palnął coś na głos, coś ironicznego komentującego całą akcję, brunetka okazała się być twardą sztuką: "NIE PYSKUJ MNIE TUTAJ, BO ZARAZ ODWIOZE CIE DO MAMY I TAM SOBIE POROZMAWIAMY",  na co on: "HEH, PROSZĘ BARDZO JA MIESZKAM 30KM STĄD, JEŚLI CHCE MNIE PANI ODWIEŹĆ TO SPOKO, PRZYNAJMNIEJ ZAOSZCZĘDZE NA BILECIE". Nastąpiła cisza, ale nie zbyt na długo, po chwili blondynka zaczęła nas wypytywać o naszą średnią, komentując przy tym naszą naukę. Wchodzimy do szkoły, a potem do gabinetu dyrektora, tam odbyła sie króka rozmowa i wypełnienie jakichś papierków, widać było, że dyrektor był zażenowany tą sprawą, bo prawdopodobnie nie chciało mu się zajmować tak nudnymi sprawami. Policjantki dodawały jeszcze jakieś komentarze od siebie typu, że chłopcy chyba nie wiedzą, że na okienku nie mogą opuszczać terenu szkoły. Wdałem się w krótką rozmowę z jedną z nich podczas tego powiedziałem, że cała ta sytuacja kojarzy mi się z serialami "Dlaczego ja?" itp. dopowiedziałem   jeszcze, że mielibyśmy całkiem dobry materiał. Oburzona policjantka znowu zagoroziła mi, że odwiezie mnie do mamy. Spojrzałem, do tyłu gdzie stał ten facet(policjant, który nas odwoził) oparty był o ściane i chyba nie mógł już powstrzymać śmiechu. W końcu wszystko się skończyło, pośmialiśmy się jeszcze z chłopakami na korytarzu z tego wszystkiego, po czym stwierdziliśmy, że ten dzień wprowadził nas na nową ścieżkę życia, ścieżkę JP...
Całe zamiszanie spowodowane głupim wyjściem na kebaba, policja w Polsce chyba na prawdę już się nudzi.