sobota, 24 listopada 2012

Wizyta dziadków



Dzisiaj przyjechała do mnie babcia z dziadkiem, sobota – idealny dzień na rodzinne zjazdy (jestem wypoczęty i jak najbardziej wyraźny). Zawsze przywozi ze sobą jakieś mega fanty – mam na myśli ogórki, soki, pomidory, bakłażany i inne wyroby przechowywane w słoiku lub w pełnej okazałości (tylko dlatego, że słoików zabrakło). Oczywiście rozpakowanie tego z samochodu, którego podwozie załamało się pod ciężarem wszystkich towarów trwało jakąś połowę całkowitego czasu pobytu dziadków (także było fajnie). W końcu weszliśmy wszyscy do domu, tradycyjnie kawka, herbata, poczęstunek. Wszyscy siedzą i się zajadają oprócz mnie – jadłem dosyć syte śniadanie przed przyjazdem babci. Po kilku chwilach siedzenia babcia zwróciła na mnie uwagę i powiedziała: „A ty co tak siedzisz? Łap za golonkę, pasztet przywiozłam, chlebek jest świeży dzisiaj kupiony, herbata stoi zaparzona i ukrojone ogórki, a ty nic nie jesz? Znowu schudniesz i nie będziesz miał siły żyć”. Na co ja odpowiadam: „Babciu, ale ja jadłem śniadanie zanim przyjechaliście...” szybka odpowiedź: „A o której jadłeś śniadanie?” pomyślałem i odpowiedziałem: „No jakoś o 6 rano” babcia się zagotowała, okulary jej zaparowały i upuściła widelec na podłogę: „No to co to jest o 6.00 rano, jakie to śniadanie?! Teraz jest 8.00 i musisz coś zjeść, tyle czasu minęło przecież.” – Załamałem się, nalałem sobie herbaty dla świętego spokoju. Moja mama zauważyła coś na talerzu i zapytała: „Przywiozłaś ozorki i nic nie mówiłaś?” – bierze cały talerz pod siebie, nakłada kilka porcji i konsumuje jedno po drugim. Babcia patrzy się na nią i odpowiada: „Dziecko gdzie ty w tym widzisz ozorki? Nie widzisz, że w tym jest galareta? Każdy przecież wie, że to jest golonka w galarecie, jak można tego nie wiedzieć?” – (ja nawet nie wiedziałem czy to jest mięso). Moja siostra, która siedziała obok mnie ze swoim chłopakiem dopowiedziała: „Mama tak powiedziała żebyśmy się nie przestraszyli i żebyśmy to zjedli, bo wie, że nikt oprócz jej nie zje golonki w galarecie” – Po tym nagle dziadkowie zaczęli sobie przypominać niezwykle „śmieszne” sytuacje (oczywiście dla nich) kiedy to zrobili pierogi z płuckami, a ja nie wiedziałem z czym one są i zajadałem jak nigdy, oczywiście Ola (moja siostra) wiedziała od początku z czym one są i nie jadła. Siedziałem przy stole i wcinałem te pierogi, w końcu siostra nie wytrzymała i chciała spróbować, akurat ostatniego, który był na talerzu, a ja miałem na niego wielką ochotę. Próbuje tego pieroga i mówi: „Babcia! Ale te pierogi z płuckami są pycha!” na co moja babcia: „A widzisz, tyle, że dla Ciebie już nic nie ma.” – siedziałem od kilku sekund z kamienną twarzą, jakbym miał zaraz wymiotować: „Te pierogi były z płuckami?!” (FUUJ). To właśnie jedna z tych bardzo śmiesznych historii, które wspominali moi dziadkowie ( he he he). Zawsze kiedy przyjeżdża do mnie babcia lub ja do niej, to za każdym razem wracam od niej utuczony jak indyk na święto dziękczynienia, pełny, leniwy z bardzo powiązanymi ruchami (także jest super). Podobno wszystkie babcie takie są, ale moja jest lepsza pod jednym względem, kiedy jemy wspólnie obiad, to nie spożywamy go w ciszy jak normalni ludzie. Siedzimy przy stole, a babcia patrzy każdemu w talerz i mówi: „Jedz ziemniaki, teraz kotleta, surówki w ogóle nie ruszasz!” – przy czym sama wkłada sobie kotleta na ślepo do buzi (no look move). Dziadek to złota rączka, naprawi chyba wszystko. Pamiętam jak kiedyś naprawiał mi wszystkie zabawki, które zdążyłem popsuć od ostatniej wizyty. Dzisiaj zawieszaliśmy lustro na ścianę – to już poważne zajęcie, które można wykonywać tylko po ukończonych studiach inżynieryjnych.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Kościół i wiara

Nie lubię chodzić do kościoła, ale jest to wytłumaczalne, nie dlatego, że nie mam czasu, ani też, że jestem wierzący lub nie (o tym niżej), ani też nie dlatego, że mi się nie chce. Mam po prostu do niego kilka zastrzeżeń(nie tylko do kościoła), które sprawiają, że nie uczęszczam na NIEDZIELNĄ EUCHARYSTIĘ. Po pierwsze to mnie na to nie stać, wiem, że darowizna jest dobrowolna, tylko, że ciśnienie wzrasta kiedy ksiądz wypowiada się na koniec mszy: "W dzisiejszym dniu otrzymaliśmy od was tyle i tyle, następnym razem wraz ze wszystkimi świętymi jednak proszę o większą pomoc" - no co to ma być...czasami zachowują się jak żule, których opisuję: "Ma Pan poratować 20 gr. ?" - po dobroci, lub dla spokoju w końcu dasz te 20 groszy, ale okazuje się, że w kieszeni trzyma o wiele więcej niż się wydaje (tak samo w kościele). Kiedyś widziałem w kościele puszkę, do której ludzie dobrowolnie wrzucali pieniądze na remont kościoła z napisem "I ty możesz postawić własną cegiełkę" - pod spodem na czerwono było napisane: "Proszę wrzucać banknoty o minimalnym nominale 50zł" - wyobrażacie sobie to? (Jak nie zapłacicie to zamkniemy kościół i nie zostaniecie zbawieni), nie dość, że obywatele muszą, się dodatkowo dokładać do remontu kościoła, a raczej miasto powinno się za to zabrać, to jeszcze kładą wymogi minimum 50zł - czyli jak wrzucę 10zł to ta kasa pójdzie na co ? Idzie taki stary ksiądz i zbiera na tacę: "Bóg zapłać" - jak wrzucisz to się popatrzy ile, a jak nie wrzucisz to głową jeszcze pokręci. Kiedyś na rekolekcjach, jakieś 3/4 osób ze szkoły nic nie podarowało, ksiądz najwyraźniej trochę się podirytował, bo podszedł na koniec do mównicy i powiedział: "Widzę, że uczniowie w tym roku nie przyłożyli się do rekolekcji" - a to nie chodzi im o zrozumienie i jak najwięcej modlących się szczerze osób na mszy ? Pamiętam jak kiedyś za dzieciaka mama dała mi w kościele 50gr. na tace, w tym samym momencie trzymałem w dłoni baterię - nie pytajcie po co mi ona była, bo sam nie pamiętam, kiedy zakonnica podeszła do mnie z tacą, zamiast monety wrzuciłem jej baterię, zorientowałem się szybko i zacząłem tam grzebać, aby ją wydobyć, a to że głowę miałem o jakiś metr niżej od tacy to jeszcze śmieszniej to wyglądało jak stałem na palcach i próbowałem ją wymacać - wszyscy się na mnie gapili, wznieciłem nie małe zainteresowanie (do dzisiaj na każdym zjeździe rodzinnym wszyscy to wspominają i się śmieją). O pieniądzach i bateriach to tyle. Następnym zastrzeżeniem jest to dlaczego te wszystkie msze są odprawiane w taki sposób jakby ktoś umarł?(No fakt, umarł...ale się zrespił) Żadnego zainteresowania, żmudne i wciąż powtarzające się msze nudzą, tym bardziej, że całą msze ktoś czyta fragmenty biblii (wpadli w błędne koło) dobrze, że niektórzy ludzie myślą i przyprowadzają ze sobą małe dzieci do kościoła, które od czasu do czasu wzniosą głośny płacz, który uratuje wszystkich od nieuniknionego snu (chwała bobasom). Jest też taki moment kiedy siedzisz w ławce i nagle zaczynają się te piosenki kościelne czy cokolwiek to jest, siedzisz sobie spokojnie, a kobieta obok Ciebie drze japę jak tylko może i śpiewa bez żadnych skrupułów, a co tam ! (nie lubię tego). Kiedyś na rekolekcjach, ksiądz strasznie naciskał na spowiedź: "Teraz niech każdy wstanie i uda się do ambony, nie chcę widzieć nikogo w ławce, każdy z nas ma grzech i musi się wyspowiadać!" - a skąd on może wiedzieć czy mam na sumieniu jakiś grzech? Dlaczego księża tak naciskają ?! Wiara staje się przymusem, obowiązkiem, a nie dobrowolną decyzją, do kościoła, a przede wszystkim do spowiedzi powinniśmy chodzić tylko wtedy kiedy tego potrzebujemy, kiedy potrzebujemy oczyścić naszą duszę, a nie pod przymusem karłowatego księdza. Takim trzecim zastrzeżeniem jest chrzest, który odwołuje się już bardziej do religii, według mnie nie powinno się chrzcić dzieci kiedy są one całkowicie nieświadome tego co się dzieję. Tak na prawdę nie wiemy jeszcze czy chcemy wyznawać wiarę chrześcijaństwa, islamu czy buddy itp. chrzest powinien obywać się kiedy jesteśmy już starsi, kiedy poznamy więcej religii i zdecydujemy, która nam najlepiej odpowiada, bo to że jesteśmy chrześcijanami to tylko dlatego, że urodziliśmy się w takim miejscu, a nie innym, gdybyśmy urodzili się w Afryce wyznawali byśmy Dymnego Boga Krzaków - i bralibyśmy to na poważnie, ponieważ nie znalibyśmy innej religii i wmawialiby nam, że ta wiara jest jedyną tak jak jej Bóg, jedyny prawdziwy i wszechobecny. Na świecie istnieje kilka tysięcy wyznań i każda wiara mówi, że jej Bóg jest jedyny i prawdziwy, to w końcu, która jest prawdziwa? Chrześcijaństwo? Tylko dlatego, że jest ich najwięcej? Podobno mamy sami wybierać własną ścieżkę i nie biec za stadem. Dlatego chrzest powinien odbywać się DOBROWOLNIE kiedy już zdecydujemy czy chcemy być chrześcijanami, ateistami czy kimś innym, a nie rodzić się i biec do kościoła na chrzest i mieć przy tym gratisowy grzech, z którego nie możemy się wyspowiadać (ale czad !). Co do wszechobecnego Boga, skoro jest wszechobecny, wie wszystko i pomaga każdemu to gdzie był podczas tych wszystkich wojen, gdzie był wszechobecny i wszechmogący Bóg kiedy mordowano w brutalny sposób miliony niewinnych i na dodatek wierzących ludzi? Dlaczego zgadzał się na cierpienie bliskich i jego wyznawców? Najlepsze jest to, że kapłani i Ci wszyscy inni próbują zakleić sprawą Boga i jego niewytłumaczalnością te wszystkie sytuacje, których nie rozumieją (tak jak powstanie świata). Moją wiarę jest trudno teraz określić obecnie uważam się za tak zwanego "wolnego agenta" póki nie poznam więcej religii i nie zdecyduję sam co jest dla mnie najlepsze i z czym będzie mi się najlepiej żyło tak właśnie będzie. W końcu każdy błądzi, a i tak wszyscy zostaną zbawieni...

niedziela, 18 listopada 2012

Makijaż, tapeta czy gips ?


  Codziennie rano muszą wstawać godzinę wcześniej aby nałożyć na siebie dodatkową warstwę ochronną(czasami kuloodporną) i zdążyć do szkoły. Niektóre dziewczyny już od gimnazjum - jak nie wcześniej zaczynają malować się jak nie wiem kto. Nakładają na siebie kilka kilogramów tego czegoś, najpierw to, potem to, następnie to, a może jeszcze to, a tak, dla podkreślenia jeszcze to, no i może jeszcze na koniec trochę tego, tego no i dobra i tego (jak szaleć to szaleć, drzwi wyłamać okna wstawić). Potem czekają następną godzinę aby im to wszystko wyschło, a jak już wyschnie to nie mogą ruszyć twarzą (jak gips) - a jakby dotknąć palcem to wszystko by popękało. Tylko po co to wszystko? Komuś to się podoba ? No chyba, że aż tyle dziewczyn ma tak wielkie kompleksy, że muszą codziennie rano zakrywać swoją twarz i chodzą potem takie "zamaskowane" na szpilkach - ledwo co trzymają równowagę, coś ich jeszcze tam w oko szczypie(antyterrorystów by postraszyły), ale idą twardo, przecież trzeba jakoś wyglądać ! Tylko współczuje chłopakowi, który ma taką dziewczynę - nie dość, że musi stawać na palcach aby się przytulić, albo pocałować bo szpilki 10centymetrowe(a niech skacze) to jeszcze kiedy doszłoby do kontaktu fizycznego to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego skóra przyczepi się na dłuższy okres za sprawą tego wszystkiego co znajduje się na jej twarzy. Pozbawione jakiejkolwiek mimiki twarzy, na każdej przerwie szybciutko do łazienki, żeby wszystko poprawić (albo dołożyć), straszą dzieci na ulicy, wprawia w odruch wymiotny starszych, oczywiście ma automatycznie firmową ksywkę "dziwka" - tak od stereotypów. Czy takie dziewczyny na prawdę myślą, że wyglądają w tym zajebiście? Jeśli tak to jebie im głupotą spod pachy…

sobota, 17 listopada 2012

Żul Ci prawdę powie part.2

Powrócę trochę do wcześniejszego tematu o żulach...a więc, idziemy sobie z ludźmi w piątek do sklepu(intermarche, reklama) - jakby ktoś był bardzo ciekawy, no i idziemy i nagle widzimy jakiegoś żula. Leży rozjebany, oparty o lampę na parkingu przed sklepem(znalazł sobie lokację, turysta) jak na plaży sobie tam leżał bez żadnych skrupułów, podchodzimy bliżej i się pytamy:"Chcesz piwo?" - oczywiście to był sarkazm, bo najebany był jak stodoła. Odpowiedział, a raczej próbował coś tam wymamrotać pod nosem w stylu: "no jasssne, d d daaawaj", Po chwili, patrze się tak na niego, a on trzyma w ręku swojego kutasa i leje pod siebie tworząc kałużę, która zmierzała w naszym kierunku z morderczą siłą niszcząc wszystko na swojej drodze: "Fuuu, Spierdalaj!" - automatycznie wszyscy to zauważyli i odeszliśmy od niego jak najszybciej, w zasadzie to nawet się koło niego nie zatrzymaliśmy, to wszystko działo się tak szybko, że zdążyliśmy tylko przejść. Wyobraźcie sobie taką sytuacje, rodzina szczęśliwa z uśmiechem na twarzy wychodzi z supermarketu, dziecko trzyma w ręku kinder niespodziankę już nie może się doczekać kiedy ją otworzy i nagle przy wyjściu widzą takiego typa ze swoją parówą w ręku lejącego pod siebie...Co Ci ludzie mają w tych cholernych łbach?! 
Niestety takich sytuacji jest coraz więcej. Dzisiaj rano wyszedłem z kumplem się przejść, dotlenić się etc. tak się złożyło, że zaszliśmy nad jezioro gdzie jest stary już zaniedbany niemiecko-rosyjski cmentarz(chyba niemiecko-rosyjski), ale to, że jest zaniedbany i zapomniany to nie znaczy, że go tam nie ma. Kilka kroków później widzimy dwóch żuli, z reklamówkami w środku oczywiście tanie flaszki i piwska, jeden z nich znalazł na ziemi niedokończonego peta i go odpalił (pewno z burżuazji facet) jeszcze będzie miał czelność zapytać się o 20groszy(kopa w dupę mogę dać, a nie 20gr.). Nie mają już gdzie pić ćpuny jedne, wszędzie ich policja zgarnia to znaleźli całkowicie odizolowaną miejscówkę, gdzie prawie nikt nie przychodzi. Jak to w ogóle można pić na cmentarzu, nie przeszkadzałoby wam to, że pijecie i bawicie się przy zakopanych trupach? A po drugie to chyba należy jakoś uszanować takie miejsce(brak słów). Do czego to dochodzi...Ci ludzie na prawdę są już pozbawieni jakiegokolwiek logicznego myślenia. Amen

wtorek, 13 listopada 2012

Dlaczego ja ?!

Agnieszka lat 22 mieszka we Wrocławiu, odbiła mężczyznę swojej matce, Gabrysia lat 46, mieszka w Gdyni, jej mąż smarował sobie łokcie kremem za 1000PLN. Dzisiaj po raz kolejny przełączyłem kanał w telewizji podczas obiadu, zawsze, ale to zawsze kiedy jemy obiad leci "Dlaczego ja?" czy "Trudne sprawy" (nie rozróżniam tego) największa patologia telewizyjna jaką świat kiedykolwiek widział, gra aktorska jest wręcz mistrzowska(Johnny Depp może się wstydzić) śmiałbym twierdzić, że Ci ludzie mogliby śmiało wyjechać do Hollywood i tam rozwijać swoją karierę aktorską(może nagrali by "KacWawa 2" - oryginalnie). Najlepsze jest to, że Ci aktorzy grający w tym...serialu? może użyję słowa "program", występują bardzo często np. w reklamach jakiejś tam sieci telefonicznej lub innej komercyjnej firmy i odbierają rzekomo wylosowaną nagrodę z całej Polski, lub wypowiadają się jak szczęśliwym trafem wygrali 500.000zł w losowaniu - czysty zbieg okoliczności? Czyżby w Polsce byłoby tyle podobnych do siebie ludzi aż w takim stopniu, czy po prostu robią nas w konia?(znaczy tylko tych ślepych i naiwnych). Nie wiem do czego to wszystko zmierza, ale wygląda to tak jakby Polska telewizja postanowiła wyemitować proste, tanie i banalne programy, którymi podbiją serca odbiorców(chyba im się udaje). Dobry pomysł, budżet w zasadzie wynosi tyle co kilogram ziemniaków, aktorzy wcale nie biorą dużo - o ile biorą cokolwiek, a zbijają na tym sporo kasy. Nie wiem kto wymyśla te wszystkie zdarzenia do tych programów, ale mam coś co mogłoby się do tego wpasować(przeczytajcie wcześniej publikowany wpis "Kebab, Kebap"). Jakiś łysy, ślepy i szczerbaty typek śpiewający piosenkę "Mięsny jeż" podbija serca ludzi w Polsce - wcale nie jesteśmy tacy wymagający, przecież podnieca nas takie gówno i jaramy się tym aż do ostatniego wykręcenia żartu, ostatniej kropli(ha ha ha, ale beka wsadzę to na Fejsa). Szkoda tylko, że kiedy już ktoś przyjdzie do kina i obejrzy jakiś PROFESJONALNY film potrafi go skrytykować pod każdym względem i wymienić tysiąc rzeczy, które mu się nie podobały, lub były słabe(widać "Trudne sprawy" biją na głowę cały świat kinematografii). Dzieciaki przebrane za wampiry pijące zwierzęcą krew, a potem ludzką(zainspirowane "Pamiętnikami") - poważnie, jesteśmy aż tak zakompleksieni, żeby oglądać coś takiego? Tak na marginesie czemu po wydaniu serii "Zmierzch" nagle pojawiło się tysiąc podobnych filmów czy seriali o takiej samej tematyce, dlaczego podpierdalacie pomysły innych ?!(żeby chociaż były na dobrym poziomie). Te wszystkie problemy ukazane w tym programie są po prostu jakieś sztuczne, beznadziejne i błahe, nie wiem co ludzie w tym widzą, kiedy oglądam coś takiego czuje jakbym zaniżał się w poziomie.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Analfabeci



no czesc jacek słuchaj nie uwierzysz co się dzisiaj dzialo normalnie szlem sobie na miescie normalnie szlem sobie i spotkałem moich ziomkow zbilismy piontke xd akurat tak się zlorzylo ze nie mieli co robic to usiadlismy na jakims murku i puscilismy muze wszyscy sie tak na nas gapio i krenca glowami zal johnson pobral se nowe mp3 na fona i se sluchalismy mowie ci nuty przekozackie odpalilem szluga po chwili zauwazylem straz miejska szli po chodniku w nasza strone to my spierdalamy na szybkosci ja bieglem najszybciej i zwjalem  im xd na budzie nudy jak zwykle lol caly czas sluchalem tych nowych mp3 na fonie pod koniec poszlem na wagary same beznadziejne rzeczy gadaja w tej budzie dzisiaj gralem caly dzien w gre jaaaaki masz level gram dopiero od kilku tygodni i nie expilem za bardzo bo ogarniam mapy zeby potem ogarniac jutro bede udawac chorego to nie pojde do szkoly nara

No dobra koniec tego, też was to wkurwia jak ktoś mówi „szlem”, ”będę kupywał”, " z kąd" i wszystkie inne przekręcone słowa ? Niektórzy to tworzą jakiś zupełnie inny język(obecny jest zbyt skomplikowany). Tak jak wyżej opisywałem jakąś beznadziejną scenkę, kiedy ludzie piszą na komputerze w internecie czy sms’y to zupełnie zapominają o polskich znakach i poprawności zapisywania słów(oczywiście nie każdy). Chodzi mi tutaj o ludzi, którzy cały czas to olewają, a nie o tych co po prostu piszą tak, bo jest szybciej, a np. w danej sytuacji się śpieszymy. Są tacy niedorozwoje co piszą właśnie takie rzeczy na internecie, a potem to jeszcze udostępniają np. na blogach czy innych publicznych stronach(czemu mam tak mało wyświetleń?!). Wejdźcie sobie na jakieś publiczne czaty, które są zamieszczane na jakichś tam stronach - no przecież to jest poligon wymiany ostrego ognia, opętany i przejęty przez analfabetów(nawet admini tam już nie dają rady w banowaniu) krąży nad tym jakieś fatum. Grywałem kiedyś, w zasadzie to jeszcze do dzisiaj spontanicznie gram w gry online – co ludzie tam wypisują, jakie głupoty, ich ortografia to chyba podbiła by scenę show biznesu gdyby zaczęliby robić to dla pieniędzy(rozjebali by kabaret na TVP1). Analfabeci, tysiąc postów: „Ty analfabeto!” – bez sensu to pisać i tak nie zrozumieją znaczenia tego słowa(a i tak będzie się jeszcze z Tobą kłócił). Tak jak Ci wszyscy młodzi gniewni, słuchający muzy na telefonach jak wyżej, tyle ich się już nasłuchałem, tyle patologicznych sytuacji widziałem, nasuwa się tylko jedno pytanie: „O co im wszystkim w życiu chodzi?”. Nie lubię też tego "xD", "żal", "lol" - (ile już jest tych loli, lol34?) ale to już bardziej subiektywna ocena i nie czepiam się kiedy ktoś tego używa. Ehh, to by było na tyle.

niedziela, 11 listopada 2012

Polska czyta dzieciom

Pewnie zauważyliście, że nasze państwo, a raczej jacyś tam ludzie ciągle narzekają na to, że Polacy nie czytają książek, chodzą z tymi ankietkami po mieście i pytają się ludzi ile czytają, czy w ogóle coś czytają, zakreślają krzyżyk i lecą do następnych. Organizowane są jakieś akcje "Polska czyta dzieciom" - czy coś tam podobnego, chodzi o to, żeby uczyć od małego czytania i przyzwyczajenia do książki. Osobiście czytam nawet dużo(ale nie lektury), ale nie o to chodzi. Wracając do wątku: ludzie narzekają na ten brak czytania, na to lenistwo, że przeciętnemu Polakowi nie chce się ruszyć dupy do książki(no przecież mecz leci). Otóż ostatnio byłem uczestnikiem bardzo ciekawej sytuacji odnoszącej się do tego wszystkiego(Dum Dum werble). Zadzwonił do mnie dobry kumpel: "Słuchaj stary, pójdziesz ze mną do tej biblioteki? Bo chce sobie założyć konto." bez dłuższego namysłu odpowiedziałem: "No spoko to zaraz wyjdę". Spotkaliśmy się jakieś 30min. później na mieście. Poszliśmy do tej biblioteki miejskiej, pogadaliśmy po drodze o tym co chce wypożyczyć. Wchodzimy do budynku: "Dzień dobry", "Dzień dobry" podchodzimy do recepcji?(nie wiem jak to tam się nazywa) Oo! punkt wydawania i przyjmowania książek - może tak: "Chciałbym założyć tutaj konto" starsza Pani spojrzała na niego: "A dowodzik jest?" pojawiło się zdziwienie na twarzy(kurna o co chodzi?): "A po co dowodzik?" uśmiechnęła się i odpowiedziała: "Żeby założyć konto w bibliotece miejskiej trzeba mieć ukończone 18 lat" - Wyobrażacie sobie tą sytuacje?(Polska czyta dzieciom) "Uczmy dzieci czytać od małego..." na cholerę ich tego uczyć skoro i tak nie będą mogli wypożyczać tych książek?! Jeden wielki paradoks, no chwila, no to o co chodzi? Ludzie narzekają, że w Polsce książek nie czytają, a jak już ktoś chce założyć konto w bibliotece miejskiej to nie może, bo trzeba mieć 18 lat?! No bez jaj, o co im tak w zasadzie chodzi, bo chyba o to, żebyśmy po prostu zapierdzielali do księgarni i wydawali 45zł na jedną książkę zamiast wypożyczać je za darmo.(wszędzie kasa, przecież 45zł to już prawie pakiet). Zamiast tego owijania w bawełnę mogliby od razu chodzić z megafonami po ulicy i krzyczeć: "Kupujcie w księgarni książki po 45zł! Bo w bibliotece i tak nie wypożyczycie!" - jeszcze będą narzekać, że mało czytamy. Mój blog nie jest płatny, nawet nie musicie nic wypożyczać, dlatego czytajcie, jak was się spytają na mieście czy coś czytacie, to powiecie, że czytacie mojego bloga!

Pytają mnie



Wracam ze szkoły do domu, wchodzę, zdejmuję buty, mama sprawdza kto przyszedł: "O już wróciłeś? "odpowiadam: "Niee jeszcze stoję na przystanku"(he he he). Kolega z ławki pyta się mnie na lekcji matematyki czy znam wzór aby coś tam obliczyć, dyktuję mu go i się pyta: "A skąd to wiesz?" odpowiadam: "Z wykopalisk". Następnym razem przychodzi do mnie kumpel (tym razem inny) siada przed komputerem i widzi nową klawiaturę:" W komputerowym kupiłeś?” moment....:"Nieee, w piekarni rano była przecena"(Jeszcze ciepła, dotknij) Przychodzę do szkoły wyciągam nowy telefon(wiadomo dla lansu)wszystko spoko, fajnie, pięknie, ślicznie póki ktoś się nie zapyta:"Oo nowy telefon?" znowu, znowu:"Nieee, wyprany w perwolu". Następnym razem siedzę, sobie wieczorem w pokoju, wchodzi mama i mówi: "Słuchaj ja idę się kąpać tak?" patrzę się na nią: "Nie przeszedłbym przez życie bez tej informacji..." Wyszliśmy ze znajomymi wieczorem na miasto usiedliśmy w centrum na ławkach i zastanawiamy się gdzie iść, pada propozycja: "Może nad jezioro?" ktoś odpowiada(prawdopodobnie to była dziewczyna): "Tak daleko będziemy iść?!" skierowała pytania do mnie więc odpowiedziałem: "No jak chcesz to ty możesz się turlać, my idziemy". Jest lekcja fizyki(yeaa!) siedzę zamulony kompletnie nic nie rozumiem(zresztą tak jak cała reszta) rysuje coś z tyłu zeszytu a kumpel się pyta: ”Co ty robisz?” patrzę się na niego i mówię: „Jeżdżę na łyżwach. Nie widać?” – Był chyba po prostu strasznie zaszokowany widokiem, że piszę coś w zeszycie(Evenement) Ostatnio pytam się mamy: „ Mamo!! Co jest dzisiaj na obiad?” odkrzyknęła: „Ziemniaki z kartoflami i kotlet ze schabowym!”(Załatwiła mnie, good point).
Psst! Daj znać znajomym!

sobota, 10 listopada 2012

FRYZJER

Byłem dzisiaj u fryzjera, trzeba było się ściąć, bo się zarosło trochę. Wchodzę do salonu, nikogo nie było, pusto, pomyślałem fajnie szybko pójdzie - (no właśnie tutaj wykrakałem). Zapytałem się młodej dziewczyny, która zamiatała podłogę czy można się ostrzyć, wskazała na fotel:"Proszę usiąść". Zdjąłem kurtkę, słuchawki odłożyłem na bok i usiadłem: "To jak strzyżemy?" w zasadzie to nie miałem przygotowanej jakiejś wizji: "Maszynką, na krótko". Kiedy dziewczyna przygotowywała narzędzia zawołała szefową:"Szefowo!!" Wchodzi owinięta szalem już trochę starsza kobieta: "Chłopak mówi, że chce maszynką na krótko, ale to już będzie krótko prawda?" - (No kurwa a jak ma być, długo...?) kierowniczka odpowiedziała:"Po pierwsze to nie CHŁOPAK tylko PAN, no chyba, że pozwolił Ci mówić na Ty, a po drugie tak to będzie krótko, poradzisz sobie". Bierze do ręki maszynkę, wybrała odpowiednie ostrze i zaczyna "działać" - z początku było normalnie, nie miałem żadnych zastrzeżeń(no ale wiedziałem, że praktykanta coś spierdoli...no i spierdoliła) Po jakimś czasie zaczynała mi tak mocno przyciskać tą maszynkę do głowy, że zdawało mi się, że chce mi całą skórę zedrzeć, zmienia pozycje i znowu przyciska mi to wibrujące gówno do głowy ile tylko pary w łapach. Kierowniczka zauważyła to i podeszła: "Co ty robisz?! Nie naciskaj tak mocno, bo klienta nam pokaleczysz!" (NOO w końcu!) Dziewczyna się zawstydziła i wykrztusiła:"PRZE-PRZEPRASZAM". Do salonu przyszedł drugi klient, usiadł na fotelu obok, a kierowniczka zaczynała go już strzyc(Farciarz, mogłem przyjść później). Siedzę dalej, poddaje się torturom w końcu praktykanta zapytała się jak ściąć mnie w okolicach uszu...(rozumiecie to...fryzjerka). Kierowniczka podeszła, spojrzała i już wiedziałem, że coś jest nie tak. Zabrała od niej maszynkę i pokazała jej jak to ma robić i że ma dopasowywać fryzury do głów klientów: "Użyj wyobraźni!" odpowiedziała po raz pierwszy złożonym zdaniem: "Wbrew pozorom ta fryzura jest bardzo trudna, a wszyscy mówią, że jest najłatwiejsza."(Prawie się tam załamałem, moja mam chyba by to szybciej zrobiła). Kierownicza poprawiła jeszcze wszystkie błędy przez nią popełniona, w końcu zaczynałem wyglądać jak człowiek, a nie jak GARNEK? Siedzę, siedzę, przeczytałem już wszystkie etykietki na lakierach etc. zerwałem się nagle: "SZEFOWO JAKIE OSTRZE DO POPRAWY OBOK USZU?!" Ta się na nią spojrzała z politowaniem: "Trójka, ostrze z trójką" po jakimś czasie: "Skończyłam. Może być?" Pani PREZES podeszła po raz kolejny prychnęła, ramiona jej upadły: "Daj tą maszynkę!" Znowu musiała wszystko poprawiać i tłumaczyć jej co źle robi...spojrzałem na chłopaka obok, którego co chwila zostawiała kierowniczka, aby pokazywać tej dziewczynie jak ma strzyc i poprawiać jej błędy. Uśmiechnął się w moją stroną i złapał się za głowę( Było mi trochę głupio, że prze ze mnie musi tyle czasu siedzieć w tym salonie) No w zasadzie ja w cale nie miałem lepiej. Kierowniczka postanowiła dokończyć już wszystko, abym wyglądał jakoś normalnie. Po 3 minutach skończyła, praktykanta otrzepała mnie jeszcze tym śmiesznym pędzlem po twarzy - całość zabrało jej 42minuty, tyle czasu siedziałem u fryzjera na głupim strzyżeniu. Wstaję, nogi mnie bolą, jestem podirytowany podchodzę do kasy i pytam się: "Ile płacę?" pomyślała chwile i odpowiedziała: "15 ZŁOTYCH" - Poważnie!? Normalny fryzjer bierze za coś takiego 10zł i zajebiście mnie zetnie, tutaj doznałem urazów cielesnych, straciłem pełno czasu i jeszcze mam za coś takiego płacić 15złotych? Dałem jej te pieniądze, pokręciłem głową i czym prędzej stamtąd wyszedłem. 
Tyle na internecie tych blogów o modzie, kosmetykach, fryzurach tyle gadania i pokazywania, ale prostej fryzury to już nie da rady zrobić? Ludzie chyba za bardzo chcą porywać się na profesionalizm nie mając pojęcia o podstawach.