poniedziałek, 19 listopada 2012

Kościół i wiara

Nie lubię chodzić do kościoła, ale jest to wytłumaczalne, nie dlatego, że nie mam czasu, ani też, że jestem wierzący lub nie (o tym niżej), ani też nie dlatego, że mi się nie chce. Mam po prostu do niego kilka zastrzeżeń(nie tylko do kościoła), które sprawiają, że nie uczęszczam na NIEDZIELNĄ EUCHARYSTIĘ. Po pierwsze to mnie na to nie stać, wiem, że darowizna jest dobrowolna, tylko, że ciśnienie wzrasta kiedy ksiądz wypowiada się na koniec mszy: "W dzisiejszym dniu otrzymaliśmy od was tyle i tyle, następnym razem wraz ze wszystkimi świętymi jednak proszę o większą pomoc" - no co to ma być...czasami zachowują się jak żule, których opisuję: "Ma Pan poratować 20 gr. ?" - po dobroci, lub dla spokoju w końcu dasz te 20 groszy, ale okazuje się, że w kieszeni trzyma o wiele więcej niż się wydaje (tak samo w kościele). Kiedyś widziałem w kościele puszkę, do której ludzie dobrowolnie wrzucali pieniądze na remont kościoła z napisem "I ty możesz postawić własną cegiełkę" - pod spodem na czerwono było napisane: "Proszę wrzucać banknoty o minimalnym nominale 50zł" - wyobrażacie sobie to? (Jak nie zapłacicie to zamkniemy kościół i nie zostaniecie zbawieni), nie dość, że obywatele muszą, się dodatkowo dokładać do remontu kościoła, a raczej miasto powinno się za to zabrać, to jeszcze kładą wymogi minimum 50zł - czyli jak wrzucę 10zł to ta kasa pójdzie na co ? Idzie taki stary ksiądz i zbiera na tacę: "Bóg zapłać" - jak wrzucisz to się popatrzy ile, a jak nie wrzucisz to głową jeszcze pokręci. Kiedyś na rekolekcjach, jakieś 3/4 osób ze szkoły nic nie podarowało, ksiądz najwyraźniej trochę się podirytował, bo podszedł na koniec do mównicy i powiedział: "Widzę, że uczniowie w tym roku nie przyłożyli się do rekolekcji" - a to nie chodzi im o zrozumienie i jak najwięcej modlących się szczerze osób na mszy ? Pamiętam jak kiedyś za dzieciaka mama dała mi w kościele 50gr. na tace, w tym samym momencie trzymałem w dłoni baterię - nie pytajcie po co mi ona była, bo sam nie pamiętam, kiedy zakonnica podeszła do mnie z tacą, zamiast monety wrzuciłem jej baterię, zorientowałem się szybko i zacząłem tam grzebać, aby ją wydobyć, a to że głowę miałem o jakiś metr niżej od tacy to jeszcze śmieszniej to wyglądało jak stałem na palcach i próbowałem ją wymacać - wszyscy się na mnie gapili, wznieciłem nie małe zainteresowanie (do dzisiaj na każdym zjeździe rodzinnym wszyscy to wspominają i się śmieją). O pieniądzach i bateriach to tyle. Następnym zastrzeżeniem jest to dlaczego te wszystkie msze są odprawiane w taki sposób jakby ktoś umarł?(No fakt, umarł...ale się zrespił) Żadnego zainteresowania, żmudne i wciąż powtarzające się msze nudzą, tym bardziej, że całą msze ktoś czyta fragmenty biblii (wpadli w błędne koło) dobrze, że niektórzy ludzie myślą i przyprowadzają ze sobą małe dzieci do kościoła, które od czasu do czasu wzniosą głośny płacz, który uratuje wszystkich od nieuniknionego snu (chwała bobasom). Jest też taki moment kiedy siedzisz w ławce i nagle zaczynają się te piosenki kościelne czy cokolwiek to jest, siedzisz sobie spokojnie, a kobieta obok Ciebie drze japę jak tylko może i śpiewa bez żadnych skrupułów, a co tam ! (nie lubię tego). Kiedyś na rekolekcjach, ksiądz strasznie naciskał na spowiedź: "Teraz niech każdy wstanie i uda się do ambony, nie chcę widzieć nikogo w ławce, każdy z nas ma grzech i musi się wyspowiadać!" - a skąd on może wiedzieć czy mam na sumieniu jakiś grzech? Dlaczego księża tak naciskają ?! Wiara staje się przymusem, obowiązkiem, a nie dobrowolną decyzją, do kościoła, a przede wszystkim do spowiedzi powinniśmy chodzić tylko wtedy kiedy tego potrzebujemy, kiedy potrzebujemy oczyścić naszą duszę, a nie pod przymusem karłowatego księdza. Takim trzecim zastrzeżeniem jest chrzest, który odwołuje się już bardziej do religii, według mnie nie powinno się chrzcić dzieci kiedy są one całkowicie nieświadome tego co się dzieję. Tak na prawdę nie wiemy jeszcze czy chcemy wyznawać wiarę chrześcijaństwa, islamu czy buddy itp. chrzest powinien obywać się kiedy jesteśmy już starsi, kiedy poznamy więcej religii i zdecydujemy, która nam najlepiej odpowiada, bo to że jesteśmy chrześcijanami to tylko dlatego, że urodziliśmy się w takim miejscu, a nie innym, gdybyśmy urodzili się w Afryce wyznawali byśmy Dymnego Boga Krzaków - i bralibyśmy to na poważnie, ponieważ nie znalibyśmy innej religii i wmawialiby nam, że ta wiara jest jedyną tak jak jej Bóg, jedyny prawdziwy i wszechobecny. Na świecie istnieje kilka tysięcy wyznań i każda wiara mówi, że jej Bóg jest jedyny i prawdziwy, to w końcu, która jest prawdziwa? Chrześcijaństwo? Tylko dlatego, że jest ich najwięcej? Podobno mamy sami wybierać własną ścieżkę i nie biec za stadem. Dlatego chrzest powinien odbywać się DOBROWOLNIE kiedy już zdecydujemy czy chcemy być chrześcijanami, ateistami czy kimś innym, a nie rodzić się i biec do kościoła na chrzest i mieć przy tym gratisowy grzech, z którego nie możemy się wyspowiadać (ale czad !). Co do wszechobecnego Boga, skoro jest wszechobecny, wie wszystko i pomaga każdemu to gdzie był podczas tych wszystkich wojen, gdzie był wszechobecny i wszechmogący Bóg kiedy mordowano w brutalny sposób miliony niewinnych i na dodatek wierzących ludzi? Dlaczego zgadzał się na cierpienie bliskich i jego wyznawców? Najlepsze jest to, że kapłani i Ci wszyscy inni próbują zakleić sprawą Boga i jego niewytłumaczalnością te wszystkie sytuacje, których nie rozumieją (tak jak powstanie świata). Moją wiarę jest trudno teraz określić obecnie uważam się za tak zwanego "wolnego agenta" póki nie poznam więcej religii i nie zdecyduję sam co jest dla mnie najlepsze i z czym będzie mi się najlepiej żyło tak właśnie będzie. W końcu każdy błądzi, a i tak wszyscy zostaną zbawieni...