wtorek, 6 listopada 2012

Lekcja religii

Chyba prawie każdy, który chodzi/chodził w szkole na religie miał na tym przedmiocie trochę więcej luzu(albo istną patologie). W każdym bądź razie moja religia taka nie jest, moja lekcja jest bardzo interesująca - nie pod względem smaczków biblijnych i innych apostolskich historii, ale pod względem bogactw przeżyć i doświadczeń mojej "katechetki". To może zaczniemy od początku roku szkolnego, od pierwszej lekcji: Idę po korytarzu w stronę klasy, widzę już otwarte na rozcież drzwi i jakiś hałas, pomyślałem sobie, że ludzie już poprzychodzili i wszyscy rozmawiają. Wchodzę do klasy, patrzę a tu nikogo nie ma oprócz nauczycielki, która stoi oparta plecami o szafki i śpiewa jakieś piosenki chrześcijańskie, to była trochę nietypowa sytuacja, nawet sobie nie przeszkadzała kiedy siedziałem już w klasie. W końcu ludzie zaczęli się schodzić(dzięki Bogu), kończyliśmy ostatnie rozmowy i lekcja się zaczęła. Katechetka typowo najpierw sprawdziła obecność, następnie wstała i zadała nam pytanie: "Czy wy się modlicie? Kiedy ostatni raz byliście u spowiedzi?" skierowała na kilka osób, aby jej odpowiedziały: "tak modlę się, ale nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam u spowiedzi". Podeszła do tablicy, chwyciła agresywnie kredę i napisała: www.adoracja.net " To jest adoracja, KAPLICA ONLINE ! Od dzisiaj wchodzicie na to i macie stały kontakt z Jezusem, gdziekolwiek jesteście możecie tam wejść i pomodlić się, spowiadać i oglądać transmisje z eucharystii" Poważnie? Nikt nie mógł w to uwierzyć, chyba cała klasa wpadła automatycznie w śmiech, komentując to. Nauczycielka zachowała kamienną twarz(poker face) no i dopowiedziała: "Jeśli na to nie wjedziecie i się nie zarejestrujecie ja po prostu nie będę się do was odzywać!" Po tych słowach ludzie już na prawdę zwątpili w tą lekcję. Następnie było modlenie się, wszyscy wstaliśmy i złożyliśmy ręce do modlitwy - zaraz, zaraz teraz uwaga katechetki: "Nie w ten sposób. Chłopaków poproszę o poodsuwanie ławek do ścian". Kazała nam stanąć w kółku łapiąc się za ręce, zamknąć oczy i mocno się skupić. Po chwili słyszę, jak nauczycielka zaczęła się głośno modlić(a głos ma nie lichy), nie były to zwykłe modlitwy, były to jakieś prośby skierowane do Boga całkiem na spontanie. Nikt nie mógł powstrzymać się od śmiechu - no bo w zasadzie co to miało być, jakaś sekta czy co?(Tajne pakty) Poza tym nikt nie znał tekstu więc nikt nie mógł się modlić razem z nią. Gdy już modlitwy się skończyły usiedliśmy wszyscy na swoich miejscach, wtedy nauczycielka zaczęła mówić nam coś o sobie. Kilka rzeczy zapamiętałem wyraźnie. Pierwszymi informacjami były tradycyjnie imię, nazwisko, co lubi, czego nie lubi, czym się zajmuję etc. w końcu przyznała się, że jest w trakcie pisania hymnu(H Y M N czaicie? napisalibyście hymn?), po kilku lekcjach odczytała, a raczej wyrecytowała nam go(nie chcieli byście tego słuchać). W końcu weszliśmy w barierę zaufania, zaczynało się robić ciekawie:" Muszę wam coś powiedzieć...ostatnio miałam sen, sen w którym byłam w niebie i tam poznałam anioła, był bardzo przystojny, pociągał mnie no i skończyło się na tym, że zdradziłam z nim swojego męża." No tak to był już szczyt zaufania, męża z aniołem... (no to chyba normalka, to w końcu był anioł!)...co to za sen jakiś w ogóle był? Opowiadała nam jeszcze jakiś czas o dziwnych rzeczach, których już niestety nie pamiętam. Następnym razem wyszliśmy wszyscy na dwór, lekcja zaczęła się od śpiewania, tak dokładniej to od przerabiania zwykłych modlitw w piosenki - takie tam dorabiane chórki, powtarzane słowa(dla rymu) i inne. Następnie Pani X zdecydowała się zaśpiewać prawdziwą piosenkę, taką z energią! Wyjęła ze swojej książeczki jakąś karteczkę, na której był tekst - zaczęła śpiewać jakąś banalną pioseneczkę katolicką, którą śpiewała podczas pielgrzymki do pobliskiej wsi. Wszyscy stali osłupieni, po chwili większość osób poczuła tą energię i zaczęła się bujać do rytmu( o ile jakikolwiek tam był), ale nikt nie znał tekstu, w końcu katechetka wykrzyknęła: "Jak to można nie znać takiego hitu pielgrzymkowego?!" Zadzwonił dzwonek i wszyscy się rozeszli.

Tak na koniec krótkie dopowiedzenie, nauczycielka, o której mowa wyżej jest całkowicie normalną i lubianą osobą, w pewnym sensie inspirującą i inteligentną.