niedziela, 11 listopada 2012

Polska czyta dzieciom

Pewnie zauważyliście, że nasze państwo, a raczej jacyś tam ludzie ciągle narzekają na to, że Polacy nie czytają książek, chodzą z tymi ankietkami po mieście i pytają się ludzi ile czytają, czy w ogóle coś czytają, zakreślają krzyżyk i lecą do następnych. Organizowane są jakieś akcje "Polska czyta dzieciom" - czy coś tam podobnego, chodzi o to, żeby uczyć od małego czytania i przyzwyczajenia do książki. Osobiście czytam nawet dużo(ale nie lektury), ale nie o to chodzi. Wracając do wątku: ludzie narzekają na ten brak czytania, na to lenistwo, że przeciętnemu Polakowi nie chce się ruszyć dupy do książki(no przecież mecz leci). Otóż ostatnio byłem uczestnikiem bardzo ciekawej sytuacji odnoszącej się do tego wszystkiego(Dum Dum werble). Zadzwonił do mnie dobry kumpel: "Słuchaj stary, pójdziesz ze mną do tej biblioteki? Bo chce sobie założyć konto." bez dłuższego namysłu odpowiedziałem: "No spoko to zaraz wyjdę". Spotkaliśmy się jakieś 30min. później na mieście. Poszliśmy do tej biblioteki miejskiej, pogadaliśmy po drodze o tym co chce wypożyczyć. Wchodzimy do budynku: "Dzień dobry", "Dzień dobry" podchodzimy do recepcji?(nie wiem jak to tam się nazywa) Oo! punkt wydawania i przyjmowania książek - może tak: "Chciałbym założyć tutaj konto" starsza Pani spojrzała na niego: "A dowodzik jest?" pojawiło się zdziwienie na twarzy(kurna o co chodzi?): "A po co dowodzik?" uśmiechnęła się i odpowiedziała: "Żeby założyć konto w bibliotece miejskiej trzeba mieć ukończone 18 lat" - Wyobrażacie sobie tą sytuacje?(Polska czyta dzieciom) "Uczmy dzieci czytać od małego..." na cholerę ich tego uczyć skoro i tak nie będą mogli wypożyczać tych książek?! Jeden wielki paradoks, no chwila, no to o co chodzi? Ludzie narzekają, że w Polsce książek nie czytają, a jak już ktoś chce założyć konto w bibliotece miejskiej to nie może, bo trzeba mieć 18 lat?! No bez jaj, o co im tak w zasadzie chodzi, bo chyba o to, żebyśmy po prostu zapierdzielali do księgarni i wydawali 45zł na jedną książkę zamiast wypożyczać je za darmo.(wszędzie kasa, przecież 45zł to już prawie pakiet). Zamiast tego owijania w bawełnę mogliby od razu chodzić z megafonami po ulicy i krzyczeć: "Kupujcie w księgarni książki po 45zł! Bo w bibliotece i tak nie wypożyczycie!" - jeszcze będą narzekać, że mało czytamy. Mój blog nie jest płatny, nawet nie musicie nic wypożyczać, dlatego czytajcie, jak was się spytają na mieście czy coś czytacie, to powiecie, że czytacie mojego bloga!