sobota, 24 listopada 2012

Wizyta dziadków



Dzisiaj przyjechała do mnie babcia z dziadkiem, sobota – idealny dzień na rodzinne zjazdy (jestem wypoczęty i jak najbardziej wyraźny). Zawsze przywozi ze sobą jakieś mega fanty – mam na myśli ogórki, soki, pomidory, bakłażany i inne wyroby przechowywane w słoiku lub w pełnej okazałości (tylko dlatego, że słoików zabrakło). Oczywiście rozpakowanie tego z samochodu, którego podwozie załamało się pod ciężarem wszystkich towarów trwało jakąś połowę całkowitego czasu pobytu dziadków (także było fajnie). W końcu weszliśmy wszyscy do domu, tradycyjnie kawka, herbata, poczęstunek. Wszyscy siedzą i się zajadają oprócz mnie – jadłem dosyć syte śniadanie przed przyjazdem babci. Po kilku chwilach siedzenia babcia zwróciła na mnie uwagę i powiedziała: „A ty co tak siedzisz? Łap za golonkę, pasztet przywiozłam, chlebek jest świeży dzisiaj kupiony, herbata stoi zaparzona i ukrojone ogórki, a ty nic nie jesz? Znowu schudniesz i nie będziesz miał siły żyć”. Na co ja odpowiadam: „Babciu, ale ja jadłem śniadanie zanim przyjechaliście...” szybka odpowiedź: „A o której jadłeś śniadanie?” pomyślałem i odpowiedziałem: „No jakoś o 6 rano” babcia się zagotowała, okulary jej zaparowały i upuściła widelec na podłogę: „No to co to jest o 6.00 rano, jakie to śniadanie?! Teraz jest 8.00 i musisz coś zjeść, tyle czasu minęło przecież.” – Załamałem się, nalałem sobie herbaty dla świętego spokoju. Moja mama zauważyła coś na talerzu i zapytała: „Przywiozłaś ozorki i nic nie mówiłaś?” – bierze cały talerz pod siebie, nakłada kilka porcji i konsumuje jedno po drugim. Babcia patrzy się na nią i odpowiada: „Dziecko gdzie ty w tym widzisz ozorki? Nie widzisz, że w tym jest galareta? Każdy przecież wie, że to jest golonka w galarecie, jak można tego nie wiedzieć?” – (ja nawet nie wiedziałem czy to jest mięso). Moja siostra, która siedziała obok mnie ze swoim chłopakiem dopowiedziała: „Mama tak powiedziała żebyśmy się nie przestraszyli i żebyśmy to zjedli, bo wie, że nikt oprócz jej nie zje golonki w galarecie” – Po tym nagle dziadkowie zaczęli sobie przypominać niezwykle „śmieszne” sytuacje (oczywiście dla nich) kiedy to zrobili pierogi z płuckami, a ja nie wiedziałem z czym one są i zajadałem jak nigdy, oczywiście Ola (moja siostra) wiedziała od początku z czym one są i nie jadła. Siedziałem przy stole i wcinałem te pierogi, w końcu siostra nie wytrzymała i chciała spróbować, akurat ostatniego, który był na talerzu, a ja miałem na niego wielką ochotę. Próbuje tego pieroga i mówi: „Babcia! Ale te pierogi z płuckami są pycha!” na co moja babcia: „A widzisz, tyle, że dla Ciebie już nic nie ma.” – siedziałem od kilku sekund z kamienną twarzą, jakbym miał zaraz wymiotować: „Te pierogi były z płuckami?!” (FUUJ). To właśnie jedna z tych bardzo śmiesznych historii, które wspominali moi dziadkowie ( he he he). Zawsze kiedy przyjeżdża do mnie babcia lub ja do niej, to za każdym razem wracam od niej utuczony jak indyk na święto dziękczynienia, pełny, leniwy z bardzo powiązanymi ruchami (także jest super). Podobno wszystkie babcie takie są, ale moja jest lepsza pod jednym względem, kiedy jemy wspólnie obiad, to nie spożywamy go w ciszy jak normalni ludzie. Siedzimy przy stole, a babcia patrzy każdemu w talerz i mówi: „Jedz ziemniaki, teraz kotleta, surówki w ogóle nie ruszasz!” – przy czym sama wkłada sobie kotleta na ślepo do buzi (no look move). Dziadek to złota rączka, naprawi chyba wszystko. Pamiętam jak kiedyś naprawiał mi wszystkie zabawki, które zdążyłem popsuć od ostatniej wizyty. Dzisiaj zawieszaliśmy lustro na ścianę – to już poważne zajęcie, które można wykonywać tylko po ukończonych studiach inżynieryjnych.