poniedziałek, 10 grudnia 2012

LICZNIK


Nie pamiętam jaki to był dzień, ale mniejsza o to, ważne o co chodzi. Zazwyczaj kiedy ktoś puka lub dzwoni do drzwi mój pies, który ma na imię Kacper (niech was nie zmyli jego imię, to wyjątkowo zabójczo agresywny pudel) dostaje nagłego ataku padaczki, biega w tą i z powrotem piszczy, szczeka i wyje jednocześnie – nigdy nie mogę się określić jaki dźwięk z siebie wydaje. Jest to trochę uciążliwe po 10 latach, ale ma też gorszą stronę. Kiedy nie chce komuś otworzyć lub próbuje udawać, że mnie nie ma to zawsze on się odzywa i szczeka tak długo póki nie otworzę drzwi (własny pies mnie zdradza).  Mówiąc „nie chce komuś otworzyć” nie mam na myśli znajomych, mam na myśli wkurzającego faceta od licznika, jest jeden i zawsze ten sam, który przychodzi i dzwoni tak długo póki nie otworzę(Wielki, gruby, zarośnięty z wystającym bebzolem). Ostatnio poszedłem pod prysznic, włączyłem już ulubioną playlistę na komórce – zawsze to robię (rapuje pod prysznicem). Jest ciepła woda, muzyka leci, wszystko fajnie elegancko i nagle dzwoni dzwonek (Kurwa!) – czemu zawsze w takim momencie?! Miałem w zasadzie kilka chwil aby podjąć decyzję, czy otwierać, czy nie (odwieczny dylemat). W końcu doszedłem do wniosku, że może to być jeden ze znajomych więc szybko się ubrałem i wybiegłem otworzyć drzwi. Otwieram, a tutaj zza furtki widzę faceta od licznika: „Licznik! Stan licznika przyszedłem spisać!” – (O jeny znowu on) wybiegłem w samych kapciach, spodenkach i koszulce w zimę otworzyć mu furtkę. Wchodzi do środka rzuca jakimś kiepskim żartem dotyczącym mojego psa (udawany śmiech) i idzie takim powolnym ruchem, jakby sam nienawidził siebie i tego co robi. Po drodze jeszcze sobie sprawdza coś na telefonie – no pewnie jeszcze stań i zadzwoń do kumpla, mną się nie przejmuj najwyżej zamarznę. Schodzi powoli po schodach do piwnicy jeszcze sprawdzając coś na telefonie. Szuka i szuka tego licznika minęło jakieś 5min. zanim się zorientował, że wisi on naprzeciwko niego. Podchodzi w końcu do tego licznika odczytuje coś tam i mówi: „Ale to jest zakurzone, ja tego nie odczytam” poważnie? Może mam tam jeszcze zejść ze ścierką i przetrzeć ten licznik…poświęcił się i wytarł to rękawem. Wchodzi z powrotem do góry mówiąc do siebie: „Dobrze, dobrze, dobrze, tak, akceptuj, dobrze, tak…” naklikał tam czegoś, czekamy teraz aż paragon się wydrukuje i mówi do mnie: „A Pan to zdaje się, że coś robił i chyba przeszkodziłem?” odpowiadam: ”Nie, nie, ja tak tylko lubię sobie wyjść z mokrą głową na dwór cały w żelu”. Westchnął sobie pod nosem, hmmm: „A no tak zapomniałbym! Następnym razem wyślę do Państwa sms’a z prośbą o podanie stanu licznika, nie będę musiał tak biegać po tym mrozie” – ale się wycwanił stary dziad. No ale spoko, przynajmniej nie będę musiał następnym razem wybiegać do niego cały mokry i czekać 15min. zanim  przepisze cyfry na swoją maszynę przypominającą mini kasę fiskalną (gdzie w tym mieści się ten cały papier?). Rzeczywiście następnym razem przyszedł sms z prośbą o podanie stanu licznika. Mama dała mi swój telefon, kazała zejść na dół i wysłać sms’a. Schodzę na dół przepisuje te cyfry, podaję adres i inne dane. Później okazało się, że gdzieś tam zamiast 30 wpisałem 80 i mama zapłaciła o 90zł więcej także…