czwartek, 3 stycznia 2013

Tradycje


W mojej rodzinie nie ma zbyt wielu tradycji, jedyną tradycją jest prawdopodobnie ten brak tradycji, chyba że tradycją można nazwać zwykłą i przeciętną rodzinę, która nie wybiega zbytnio poza jakieś normy. I tak w zasadzie sobie to wyobrażam, że tak naprawdę tradycje, które są coś warte i odpowiednio utrzymywane występują tylko w takich korzennych częściach rodzin: dla przykładu, mówimy o rodzinie,  która mieszka na Podkarpaciu z prawie wieczną babcią, która pamięta życie i te prawdziwe tradycje sprzed lat, które do dzisiaj spełnia we własnym domu. Wtedy są one coś warte, ponieważ mamy przy sobie i znamy osobę, która nam gwarantuje, że było tak, a nie inaczej – ta wiedza była przekazywana z pokolenia na pokolenie(z dziada pradziada), dlatego dzisiaj może nazywać się tradycją. Co nie znaczy, że 90letnia babcia lub dziadek czy inne zbiorowisko rodziny = prawdziwe tradycje. 
Zupełnie czym innym jest jeśli rodzina wymyśli sobie nagle, że co roku będą malować pokój zardzewiałym pędzlem w śmiesznych kostiumach, w każdą środę na obiad będzie kiełbasa, a telewizji nie ogląda się w weekendy – jeśli chodzi o takie „tradycje”, czy tak naprawdę są one tradycjami, czy zwykłymi nawykami, można by w zasadzie o tym dłużej dyskutować, dlatego nie wiem o czym mogę napisać. 
Bo jeśli chodzi o rdzenne tradycje to raczej nie ma ich za wiele i czy w ogóle istnieją: jeśli mógłbym to do nich przypisać to w każde Święta Wielkanocne wyjeżdżamy do rodziny pod Płockiem, a na Święta Bożego Narodzenia zostajemy w domu. Takimi w zasadzie największymi tradycjami są te tradycje związane z religią – chrześcijaństwem. Tak naprawdę w moim domu nie przelewa się zagorzałością do katolicyzmu czy innej religii, jesteśmy chrześcijanami bo tutaj żyjemy i tak w zasadzie poprzez wybór losu.  Religia określiła i przydzieliła garść tradycji, które chcąc, nie chcąc, lepiej lub gorzej zazwyczaj obchodzimy. 
Wracając do wymieniania tradycji naprawdę nie mamy ich za wiele, każdy dzień wygląda tak samo, a raczej podobnie. Nie jeździmy do babci w niedzielę na obiad, ponieważ mieszka 300km od nas, nie chodzimy na rodzinne spacery, ponieważ nie chodzimy z przyczyn wyższych i wyboru starszych osób…tak naprawdę każdy z osobna próbuję na swój sposób urozmaicić szary dzień. Wiem tylko, a raczej zauważyłem, że w każdą niedzielę jemy na obiad rosół – ja osobiście go jeszcze pieprzę, czyli tak jakby dwie kolejne „tradycje”. 
Zastanawiam się czy nie przydzielić do tradycji rodzinnych zachowań, a raczej wyborów nagłych i spontanicznych – to chyba byłaby najtwardsza tradycja. Od kiedy pamiętam zawsze zwlekałem z podjęciem decyzji do ostatniej chwili, nigdy nie wiedziałem za pierwszym razem co gdzie i jak. Dla przykładu: Jeszcze pod koniec sierpnia tak naprawdę nie wiedziałem gdzie pójdę do szkoły średniej, nie miałem bladego pojęcia, a niby to jest jedną z pierwszych dojrzałych decyzji, które w zasadzie mają większy wpływ na nasze przyszłe życie. Odziedziczyłem to po rodzicach, dziadkach, a może pradziadkach – tak czy inaczej w moim domu to jest zazwyczaj norma. 
Możliwe, że niedzielny powiew nudy, którzy paraliżuje i zmusza do spędzania czasu przed telewizorem w pozycji leżącej, lub przed komputerem, ewentualnie w ciszy przy książce też zalicza się do tradycji. To co jemy, pijemy – nie wiem, nie wiem czy to ma jakieś znaczenie. Nie mamy w kuchni stałego kalendarzyka, na którym jest napisane co, gdzie, jak i kiedy jest na obiad. 
Patrząc z innej strony, to czemu ograniczać się tylko do własnego domu? Jeśli jestem u babci i dziadka (80km od nas) to stalową tradycją, nie do przebicia jest niedzielna eucharystia, a następnie spacer na cmentarz – bez tego się nie obejdzie. Ewentualnie jakieś odwiedziny znajomych i reszty rodziny. W wakacje często chodzę z dziadkiem na ryby i na działkę – to w zasadzie jest chyba taka wakacyjna tradycja. Nie chcę już więcej wymyślać i szukać na siłę bo mogą się okazać błahym przykładem.

Więcej niestety chyba nie ma, a może nie zdaję sobie po prostu sprawy z ich istnienia? Tak czy inaczej zdałem sobie sprawę, że jednak mamy jakieś tradycje – nieliczne i małe, ale jednak są. Kiedy zaczynałem pisać myślałem, że będę wspominał o tym ile łyżeczek cukru wsypuję go herbaty. Chociaż coś tam wyskrobałem nie zachwycają jak u niektórych sobotnie polowanie na łosia, albo wypad gdzieś nad jezioro, survivalowy biwak, ale istnieją.

Tak czy inaczej już podsumowując, każda rodzina ma tradycje, po prostu nie każda zdaje sobie sprawę z ich istnienia.