poniedziałek, 22 kwietnia 2013

World Of Tanks (coś nowego)



Ostatnio myślałem o wprowadzeniu co jakiś czas takich postów, w których bym pisał o tym co po prostu robię, co mnie interesuje, co się u mnie dzieje, co słychać (czy mam różyczkę) i takie tam - myślę, że to spoko pomysł no bo w sumie to jest blog i zawsze zwiększy to liczbę wpisów (częściej gęściej będzie). Co o tym myślicie dobra sprawa ? Też tak myślę. Będzie fajnie!
Jak wiecie, a może nie wiecie, zawsze chciałem nagrywać gameplay'e (z tego miejsca po raz kolejny chciałbym pozdrowić stałych czytelników i tych co czytają wszystko, a nie tylko te najnowsze wpisy). Po tej wiecznej zajawce, która nie wypaliła zostało mi trochę tytułów gier, które chciałem wykorzystać, jak nie tam to tutaj.
"World Of Tanks" to jedna z najlepszych gier ever, w które kiedykolwiek grałem. Do dzisiaj chętnie (często gęsto) lubię sobie kulturalnie usiąść przed komputerem, popizgać myszką i rozpierdolić trochę Niemców - sam gram Niemcami, ale to nie ma znaczenia (najważniejsza jest tolerancja). Zazwyczaj w grach PC online (typowe MMO) kręci się ogrom debili i kretynów, którzy łamią wszystkie zasady etyczne przez co odechciewa się grać, przeważnie nie zachowują się poważnie, ilość ludzi (dzieci?) którzy udają, że są upośledzeni umysłowo miażdży tych co grają dla przyjemności. To właśnie wyróżnia tą grę, czat nie jest wyjątkowo praktyczny, dlatego nie mamy zaszczytu (na całe szczęście) czytać tych wszystkich głupot - bo chcąc czy nie chcąc i tak to przeczytasz mimo, że wiesz o czym będzie gadka. Wiadomo, zawsze trafi się jakiś kretyn, nie ma na to recepty - niestety przy rejestracji nie jest wymagane podanie swojego poziomu IQ.
Coś co mnie na pewno przyciąga do tej gry jest oczywiście realistyka, chociaż jak gra komputerowa może być realistyczna? Tak czy inaczej wiecie o co chodzi - modele czołgów są całkowicie autentyczne do tych, które istniały na prawdę i używano ich podczas II wojny światowej (także lekcje historii gratis) co jeszcze... na pewno grafika, duża różnorodność i szczegółowość mapek oraz pojazdów pancernych jest wspaniała. Dźwięk i efekty dźwiękowe są moim faworytem - na tyle ile możemy sobie wyobrazić ciężki hałas, który wydaje czołg podczas jazdy i strzał, wybuch przy dobrych głośnikach jest jeszcze lepszy, czyli jak w dobrym kinie. Duża ilość pojazdów i ich rozbudowa też odgrywa dużą rolę, tym bardziej, że do wyboru mamy nacje: Niemcy, Rosja, Anglia, Stany Zjednoczone, Chiny i Francja. Gra ma zasięg globalny, także no tam było chyba 5 milionów graczy, jest z kim pograć.
Co będę wam tutaj opisywał grę, jeśli zaciekawiłem albo trafiłem w sedno zainteresowań (kogoś, może) to zostawię wam tutaj parę linków, na które możecie wpaść:
World Of Tanks
O World Of Tanks 
Blog Dewelopera World Of Tanks
Facebook World Of Tanks, prowadzi Scoobany

sobota, 6 kwietnia 2013

E - PAPIEORS

Na początek pytanie: Czy przeszkadza wam palenie e-papierosów w miejscach publicznych ?(autobusy, sklepy, przystanki, tramwaje etc.) - teraz zjedź na dół i odpowiedz.
Zanim jeszcze nie było e-papierosów ludzie palili tradycyjne papierosy z czym wiązał się unoszący śmierdzący dym, rzucane pety pod siebie, to że od kogoś po prostu jebało papierosami, a stanie obok takiej osoby w autobusie nie jest wielkim zaszczytem... (czasami nawet dla palących) no i oczywiście fakt, że wdychanie dymu tytoniowego jest trzy razy gorsze niż dla osoby, która aktualnie pali tego papierosa. Dlatego wymyślono e-papierosa (aby wprowadzić harmonię i ład na świecie) dla nie oczytanych i tych co nie są w temacie: e-papieros jest całkowicie nie szkodliwy dla osób, które znajdują się w otoczeniu osoby palącej, dym szybko zanika przy czym jest bezwonny (nikt nie jebie dymem), petów nie ma, bo e-papieros'a się nabija specjalnymi wkładami.
Czytałem na forum odpowiedzi ludzi, którzy odpowiadali na to samo pytanie, które zamieściłem wyżej, odpowiedzi były takie: "PAPIEROSY SĄ DO DUPY", "W DUPĘ SOBIE WSADŹ TEGO PAPIEROSA", "PAPIEROS TO PAPIEROS ZAWSZE MNIE BĘDZIE DRAŻNIŁ", "SAM FAKT, ŻE KTOŚ PALI MNIE IRYTUJE" - Póki ktoś Ci nie dmucha tym dymem prosto w ryj to nikomu nie powinno przeszkadzać palenie e-papierosa bo to, że kogoś to po prostu irytuje to równie dobrze inna osoba już nie ważne czy paląca, czy nie może powiedzieć, że irytuje go gdy w tramwaju jakiś grubasek pałaszuje czekoladę przy czym mlaska i dyszy, a oczy mu wychodzą na wierzch. Nie rozliczajcie ludzi z ich uzależnień, kiedyś we wcześniejszym poście pisałem, że każdy ma swoje uzależnienia i powiedzenie komuś "PAPIEROSY SĄ DO DUPY" nic nie zmieni (pozdro dla stałych czytelników).

środa, 3 kwietnia 2013

SĄSIEDZI

Nie wiem skąd się wziął stereotyp w którym sąsiedzi przychodzą do siebie po szklankę cukru, z ciastem kiedy wprowadza się ktoś nowy obok, gdzie ta sąsiadka do której trzeba przyjść ze śrubokrętem i naprawić szafkę (no gdzie?!), gdzie ta miła starsza pani, która w zamian za drobną pomoc zaprosi Cię na obiad (albo na coś więcej).
Do mnie jak przychodzi sąsiad to z zawiadomieniem, że zaraz zadzwoni na policję, albo że już to zrobił z powodu rzekomego hałasu. Słuchałeś sobie muzyki o 20.00, ale on powie, że to było grubo po 22.00 i on zasnąć nie mógł - już nie ważne, że dzień wcześniej jego dzieci biegały, darły się i skakały tak głośno i mocno, że myślałeś, że sufit się zaraz zarwie.
Jak wprowadzisz się obok to nie przyjdzie do Ciebie z ciastem przywitać się, ona będzie się wkurwiała następne dni, że się tutaj wprowadziłeś. Całymi dniami będzie obmyślać idealny plan jak sprzykrzyć Ci życie na tyle abyś musiał się wyprowadzić.
Sąsiadka do której trzeba przyjść ze śrubokrętem?(Heeee...) Nie, to sąsiad przyjdzie do Ciebie, a raczej do Twojej ściany, tylko że z wiertarką o 6.00 rano i będzie wiercił, i będzie wiercił, i będzie wiercił, i będzie wiercił - ale on nawet tej dziury tam nie potrzebuje, on po prostu sobie wierci tam dla "przyjemności".
Starsza Pani, która mieszka obok Ciebie (stara, schorowana). Widzisz, że coś jest nie tak, nie wiem ściana się sypie, grzyb na ścianie - przyjdziesz zapukasz i zaoferujesz swoją pomoc, a gdzie tam pogoni Cię patelnią, poszczuje jamnikiem i złoży zeznania na policji za próbę molestowania, włamania, czy grożenia. Widzisz, że się męczy z zakupami idąc do góry po schodach, zaproponujesz pomoc - NIE, ONA WCALE NIE JEST STARA ONA SOBIE PORADZI, a Tobie przy okazji to powie żebyś jakąś pracę w końcu znalazł, a nie nachodził starsze kobiety i liczył na wynagrodzenie.


wtorek, 2 kwietnia 2013

WOLONTARIUSZ

W poprzednią sobotę byłem wolontariuszem przez duże "W" - cała akcja polegała na tym taka, że z 20 zebranych ludzi podzieliliśmy się na 2 osobowe grupy i wyruszyliśmy w miasto (robić hajs) zbierać pieniądze do puszek od bogatych mocherów i dobrych ludzi dla chorego kolegi, który zachorował na białaczkę. Pierwszy raz w życiu byłem wolontariuszem i od razu dostałem bardzo fajny identyfikator (który mi potem zabrali) no i puszkę. W zasadzie to było wtedy, kiedy jeszcze chorowałem na tą agresywną różyczkę, wyszedłem po raz pierwszy z domu po całym tygodniu siedzenia na dupie - czułem się jak taki no-life, który po całej przegranej zimie na komputerze wychodzi poza dom w lato i nie wie co się dzieje(mamo? przyjaciele?). Ale było już dobrze, nie miałem żadnych objawów, no ale zarażałem jeszcze tydzień - jakoś tak się okazało, że wszyscy o tym wiedzieli i tak jakoś niechętnie się do mnie zbliżali (smutek).
Wyszliśmy na miasto w tych grupach, wszyscy kierowali się oczywiście na centrum miasta, przed większe sklepy, rynki i tak dalej. Moje stado, dwuosobowa grupa udała się tradycyjnie pod biedronkę - no bo gdzie może być więcej ludzi ? Z początku jakoś tak niechętnie to wszystko wychodziło: "To ty gadasz, a ja trzymam puszkę", "Nie to ty gadasz a ja trzymam puszkę", "Tobie tą puszkę zaraz ktoś zabierze", "a Tobie nawet nikt nie będzie chciał nic dać". Wyszło tak, że ja miałem podchodzić do ludzi, tylko nie wiedziałem co mam mówić, wymyśliłem szybko coś w głowie, miało to być coś w stylu: "Dzień dobry. Zbieramy pieniądze dla naszego kolegi, który choruje na białaczkę". Pierwsza, druga, trzecia osoba - gładko poszło, szło tak przez jakiś czas, dostawałem sporo kasy, w końcu ukazało się wypalenie zawodowe - obrałem cel, starsza babcia, zastawiam drogę do wyjścia, podchodzę: "Dzień dobry. Zbieramy krew dla naszego...(chwila) zbieramy krew? Dziewczyna, z którą byłem w grupie zaśmiała się, a ja nie wiedziałem co już mam powiedzieć, sam dusiłem w sobie śmiech. Babcia spojrzała tylko na mnie ciężko i odeszła nic nie mówiąc, pomyślała pewnie, że jaja sobie z niej robię czy coś.
Najlepsi są ludzie co mają kompletnie wyjebane na to co mówisz i idą dalej udając, że nic nie słyszą. Przy innych wystarczy, że powiesz tylko "Dzień dobry!", pokażesz puszkę, a oni od razu pomachają przecząco ręką i odejdą. Prawie co drugi facet idący z wózkiem pełnym zakupów (potencjonalne źródło kasy) obraca się i tłumaczy, że portfel ma jego żona, gdzie zazwyczaj przez następny kwadrans nie mijała mnie żadna młodsza kobieta. Podchodziłem też do kilku młodszych ludzi wypowiadając bezbłędnie regułkę: "Dzień dobry. Zbieramy pieniądze dla naszego kolegi, który choruje na białaczkę" - bez zastanawiania odpowiadali: "Ta ja też", "No ja nie wiem czy ja mogę wam zaufać, bo teraz tyle tych oszustów się kręci", "A później za to wódkę sobie kupisz co?".
Był taki moment kiedy wychodziło dużo osób ze sklepu, od razu sobie pomyślałem: "ale teraz dostanę kasy" podchodzę do nich i mówię: "Dzień dobry. Zbieramy pieniądze dla naszego kolegi, który choruje na białaczkę" - w połowie skumałem, że nikt mnie nie słucha i każdy rozchodzi się w swoją stronę, no w zasadzie nikt nie wiedział do kogo mówię i zostałem sam bez grosza z tej sytuacji (lekkie rozczarowanie).
Ostatnim takim eventem, już pod koniec zmiany okazała się oczywiście starsza babcia, taki typowy mocher. Podchodzę mówię ładnie "Dzień dobry" tłumaczę na co zbieramy pieniądze. Wpatrywała się na mnie jeszcze z 5 sekund po tym jak skończyłem tak jakby musiała przyjąć do siebie wszystkie te informacje, którymi ją zasypałem i odpowiedziała: "Tak, tak ! Już wam coś dam, biednym trzeba pomagać, sama mam w rodzinie chorą osobę dlatego wiem jak to ciężko jest, oczywiście już, już" - W obydwu rękach trzymała zapakowane do oporu siatki z zakupami, schyliła się, położyła je na ziemie przy czym stłukła się szklana butelka z octem: "A CHOLERA JASNA! TYLKO OCET STRACIŁAM! NIC WAM NIE DAJE! CHOLERA JASNA!".