środa, 3 kwietnia 2013

SĄSIEDZI

Nie wiem skąd się wziął stereotyp w którym sąsiedzi przychodzą do siebie po szklankę cukru, z ciastem kiedy wprowadza się ktoś nowy obok, gdzie ta sąsiadka do której trzeba przyjść ze śrubokrętem i naprawić szafkę (no gdzie?!), gdzie ta miła starsza pani, która w zamian za drobną pomoc zaprosi Cię na obiad (albo na coś więcej).
Do mnie jak przychodzi sąsiad to z zawiadomieniem, że zaraz zadzwoni na policję, albo że już to zrobił z powodu rzekomego hałasu. Słuchałeś sobie muzyki o 20.00, ale on powie, że to było grubo po 22.00 i on zasnąć nie mógł - już nie ważne, że dzień wcześniej jego dzieci biegały, darły się i skakały tak głośno i mocno, że myślałeś, że sufit się zaraz zarwie.
Jak wprowadzisz się obok to nie przyjdzie do Ciebie z ciastem przywitać się, ona będzie się wkurwiała następne dni, że się tutaj wprowadziłeś. Całymi dniami będzie obmyślać idealny plan jak sprzykrzyć Ci życie na tyle abyś musiał się wyprowadzić.
Sąsiadka do której trzeba przyjść ze śrubokrętem?(Heeee...) Nie, to sąsiad przyjdzie do Ciebie, a raczej do Twojej ściany, tylko że z wiertarką o 6.00 rano i będzie wiercił, i będzie wiercił, i będzie wiercił, i będzie wiercił - ale on nawet tej dziury tam nie potrzebuje, on po prostu sobie wierci tam dla "przyjemności".
Starsza Pani, która mieszka obok Ciebie (stara, schorowana). Widzisz, że coś jest nie tak, nie wiem ściana się sypie, grzyb na ścianie - przyjdziesz zapukasz i zaoferujesz swoją pomoc, a gdzie tam pogoni Cię patelnią, poszczuje jamnikiem i złoży zeznania na policji za próbę molestowania, włamania, czy grożenia. Widzisz, że się męczy z zakupami idąc do góry po schodach, zaproponujesz pomoc - NIE, ONA WCALE NIE JEST STARA ONA SOBIE PORADZI, a Tobie przy okazji to powie żebyś jakąś pracę w końcu znalazł, a nie nachodził starsze kobiety i liczył na wynagrodzenie.