sobota, 25 maja 2013

Piszę w sobotę

W poprzednim wpisie pisałem o częstotliwości pisania ogólnie blogerów, rozciągnijmy trochę temat - wpadłem na pomysł, aby napisać o czasie, w którym to się wszystko tworzy. Zawsze gdy zaczynam pisać nigdy nie wiem jak mam się z wami przywitać, nie wiem czy napisać "Dzień dobry" - przecież możecie to czytać wieczorem, czy w nocy (jakieś nocne Marki), może w takim razie "Dobry wieczór", ale po co skoro piszę to rano, "Witam was wszystkich". Chciałoby się zacząć od zwykłego "Siema", ale kiedyś tam mój post skomentowała jakaś nauczycielka - dlatego w ogóle się nie witam i przechodzę do rzeczy.
 Siadając przed komputer daje sobie max. 20min. na napisanie tego czego chce, po czym okazuje się, że kończę to po godzinie, a publikuje po kolejnych 30 minutach. Dużo jest "nieopublikowanych postów", które niedokończone leżą porozrzucane w plikach Worda czekając na swoją kolej. Nie mam więc stałego grafiku, kalendarza, w którym wszystko ma swoje miejsce i własny czas na realizację, wszystko dzieje się dosyć spontanicznie. Często zaczynając pisać coś do was patrzę przez okno, świeci słońce i jest jasno, kiedy kończę jest już ciemno (na odwrót jeszcze nie miałem). Ogólnie to wydaje mi się, że piszę te całe posty tylko po to, aby później je skomentowało jakieś dziesięć osób i zostały zapomniane i nikt do nich już nie wróci (po raz kolejny pozdrawiam tych, którzy czytają wszystko od początku i wracają do starszych wpisów). Tak to już jest, że ciągle się tylko czeka na coś nowego, aby być po prostu na bieżąco, żeby przeczytać coś świeżego, bo przecież i tak nikt nie czyta starszych postów.

To jak to wszystko zacząłem, to co wcześniej napisałem jednak zobowiązuje. Do myślenia też dała mi pewna Pani "D", która mnie nastraszyła troszkę w komentarzu, ale ogólnie pozostawiła po sobie fajną energię (pozdrawiam z tego miejsca). Dlatego oprócz wcześniejszego "supportu" tematem wstępu napiszę o czymś jeszcze:
SOBOTNIA REFLEKSJA (bo piszę w sobotę)
Znacie takie słowo jak "łakocie"? Co to w ogóle za słowo jest? Łakocie...(ja pierdole) w ogóle nie wiem czy ktoś go używa. Bo wątpię aby ktoś mówił np.: "Mamo kupisz mi jakieś łakocie?!" powiedziałby raczej "Mamo kupisz mi coś słodkiego?!". Chociaż "łakocie" i "coś słodkiego" znaczy dla mnie zupełnie co innego, no wiecie jak powiesz "kup mi coś słodkiego" to nie masz na myśli konkretnej rzeczy i ilości. Nie myślisz np. o paczce czekoladowych chrupek, lub jednym batonie, czy garści lizaków, a jak mówisz "łakocie" myślisz o czymś w liczbie mnogiej, no bo nie powiedziałbyś "kup mi jakieś łakocie" myśląc o jednym batonie. Nawet jeśli myślisz o batonie powinno się powiedzieć raczej "łakoć", a nie "łakocie" - tyle, że takie słowo nawet nie istnieje.
Każdy chyba zna jakieś słowo, na które podobnie reaguje, albo po prostu jest dla niego bardzo dziwne. Niektórych dane tam słówko, po prostu rozśmiesza, irytuje, wkurza, nie wiem podnieca i coś tam jeszcze. 
Także no... podziel się swoim magicznym słówkiem w komentarzu!