sobota, 27 lipca 2013

REKLAMY OGRANICZAJĄ




Reklamy ograniczają nam widok na to, co chcemy zobaczyć. Nie pozwalają ujrzeć tego co dla nas w istocie najważniejsze, jedynie narzucają nam abyśmy chociażby na siłę spojrzeli na ich zawartość. Ich celem jest abyśmy spojrzeli na kolorową zawartość chociaż przez chwilę, aby utkwił nam w pamięci choćby skrawek przesłania, który być może w bliskiej lub dalszej przyszłości zaprowadzi nas do źródła reklamy.


Niszczą w ten sposób krajobraz, stawiając reklamy na wielkim słupie przy autostradzie, z której mamy, a raczej mielibyśmy piękny widok na lasy, góry, jeziora czy łąki. A jedyne co mamy to wciskane na siłę kilka metrów reklamy najnowszych artykułów spożywczych z pobliskiego supermarketu lub sprzętu nowej generacji w promocyjnej cenie.
W miastach wieszają ogromne bilbordy z tak samo reklamującymi nowo otwarte kluby czy inne sklepy na starych budynkach, które tworzą i są częścią wspaniałej atmosfery miejskiej, które nadają charakter miejscu, ulicy. Niszczą w ten sposób to co można podziwiać dając w zamian coś kolorowego, nowego, przyciągającego oko (na pierwszy rzut oka atrakcyjnego) – lecz tak naprawdę nikogo nieobchodzącej reklamy wciskaną na siłę. Ile to miejsc można zliczyć, a nawet wymienić z tych wakacji miejsc gdzie reklamy w mieście, a zwłaszcza w starych dzielnicach, na starych budynkach reklamy po prostu niszczą cały urok okolicy.
W kinach gdzie przychodzimy na konkretny seans, który przykładowo ma się zaczynać o godzinie 16.00 to do godziny 16.20 jesteśmy zmuszani tak naprawdę oglądać reklamy. Chociaż osobiście lubię to trzymanie w niepewności i oczekiwanie na film, który gdy się zaczyna daje jeszcze większą frajdę.
Przykładowo jeszcze na serwisie „YouTube” gdzie zanim przejdziemy do obejrzenia filmiku, przesłuchania piosenki czy czegokolwiek musimy odczekać te parę sekund zanim reklama się skończy lub będziemy mogli ją ominąć po jakimś tam czasie. Reklama w tym momencie zabiera nam ochotę na to co chcemy zrobić, nie chce nam się czekać.

Jednak mimo wszystko, czy tak naprawdę reklama jest zła? Zależy jaka. Osobiście uważam, że reklama w kinach czy na takich serwisach jak „YouTube” jest jak najbardziej trafna i dobra (może nie potrzebna, ale dobra). Dlaczego? Dla przykładu chcemy posłuchać na „YouTube” piosenki. Czy reklama poprzedzająca tą piosenkę z zawartością informacyjną odnośnie tegorocznego festiwalu, koncertu lub innego ważnego wydarzenia muzycznego jest zła? Nie. Reklama ta pasuje do zawartości filmiku jakiego poprzedza, co innego gdyby przed piosenką np. Rihanny na „YouTube” była wyświetlana reklama biedronki - a tak czasami jednak niestety bywa. Tak samo jeśli chcemy obejrzeć filmik sportowy, jakiś MIX najlepszych akcji z Ligi Mistrzów lub najlepszych wsadów w NBA. Jeśli reklama poprzedzająca taki filmik reklamuje nam sprzęt sportowy różnego rodzaju to jest jak najbardziej trafna i dobra, tak jak wcześniej reklama pasuje do zawartości filmiku. 
Czasami z tymi reklamami bywa tak, że przed jakąś piosenką potrafią wcześniej zamieścić reklamę z najnowszymi artykułami w Lidlu lub promując jakiś toster nowej generacji, który musisz mieć! Niepotrzebne, irytujące i wciskane na siłę.
W kinie przed naszym seansem przeważnie najpierw są puszczane reklamy różnych artykułów przeróżnych sklepów i firm (podczas których wszyscy wyjadają swój popcorn), następnie pojawiają się skróty filmów, które niedługo mają trafić z premierą do kin (te są trafne i dobre).

Odtwarzanie takich reklam jest tylko wtedy korzystne kiedy ludzie na coś czekają i nie mają na czym "zawiesić oka" jak w przypadku kina - jaki sens miałoby puszczanie reklam po seansie? W telewizji najważniejszy moment dla reklam jest np. w przerwach meczu, kiedy oglądalność danego kanału jest bardzo duża, a reklamujący zdają sobie sprawę, że ludzie siedzą wtedy przed telewizorami. 

Reklama reklamą, ale telewizja POLSAT mogłaby się trochę z nimi ogarnąć w przerwach filmowych.

środa, 24 lipca 2013

BLOGSFERA W MOIM ODCZUCIU

Piszę już tutaj kawałek czasu w zasadzie to od 23 października 2012 roku, staż nie jest zbyt duży, jednak miałem czas aby się przyzwyczaić, aby wejść w to wszystko obiema nogami, zaklimatyzować się i wyobrazić sobie to wszystko. Otrzymałem skrawek własnej niepodległej przestrzeni, miejsce w którym mogę zrobić wszystko co zechcę, własne miejsce dla siebie i wypełnienie go po swojemu. Odwiedzałem inne miejsca często bardzo ciekawe i inspirujące co pozwoliło mi na porównanie i zaczerpnięcie kilku pomysłów. Przez ten cały czas chodziłem tymi wirtualnymi ścieżkami i kreowałem własne, stworzyłem własny punkt widzenia dzięki, któremu mogę spojrzeć na to wszystko co nazywa się blogsferą i wyobrazić sobie ją po swojemu.
Wszystko to: każda domena, każdy blog, każdy bloger, każdy wpis, komentarz, lajk i wejście wyobrażam sobie w mojej głowie jako chmura o niepodległych prawach, która nieustannie się poszerza i płynie w swoją stronę. Przestrzeń w której jest miejsce na wszystko, a ludzie (blogerzy) dzielą się z innymi rozmaitymi wartościami, piszą o czymkolwiek zechcą, dzielą się z innymi własnym subiektywnym zdaniem, notują i udostępniają to co aktualnie dzieje się w ich życiu, wykładają na próbę własne poglądy lub udostępniają własne prace. Ogromny spot, który wszystkim pasuje i wszyscy budują wszystko od początku.
Blogsfera nie istniałaby bez blogerów, można by powiedzieć skromnych dziennikarzy, nad którymi nikt nie stoi. Ciągle biegnącymi w wielkim wyścigu, który nigdy się nie skończy tylko po jeden cel - wybicie się. Oczywiście spośród tłumu tych wszystkich szarych owiec bardzo trudno zyskać to o czym się marzy. Jednak mimo ciągłego powiększania się grona blogujących można śmiało wyodrębnić i stwierdzić, że jest część autorów wręcz nie docenianych, nie docenianych bo nie zauważalnych, których prace stoją na bardzo wysokim poziomie.
Dzięki temu, że każdy blog może być na bieżąco komentowany, odwiedzany i ma możliwość przeczytania nawet najstarszego wpisu oraz tego najnowszego różni się od gazety drukowanej, za którą niestety musimy płacić. Tutaj mamy wszystko w jednym miejscu, wszystko za darmo - i to właśnie jest wspaniałe, na tym polega piękno tego wszystkiego czym się nieustannie zachwycam. Każdy blog czy też pojedynczy artykuł możemy udostępniać i dzielić się nim ze swoimi znajomymi na każdym portalu. Cena jest taka, że aby najpierw przeczytać coś interesującego coś co nas zaciekawi musimy wcześniej odpowiednio długo szukać i szukać dopóki nie znajdziemy tego czego szukaliśmy.

Dopóki ludzie to robią i chcą to robić wszystko się poszerza i nabiera coraz silniejszego nurtu. Jednak można też się obawiać przed zbyt mocną popularnością, która zamieni prostotę i oryginalność w tani kicz.


SKAZANY NA ROK WIĘZIENIA ZA JEDNEGO GRAMA

Pisałem kiedyś w zasadzie to dosyć niedawno o polskich stereotypach, o Polakach i ich podejściu do ojczyzny. Jestem patriotą mimo, że widzę i staram się zrozumieć pewne sprawy jednak takie jak ta niestety dają do pomyślenia nad tym co tak naprawdę się u nas w kraju dzieje:

http://tomaszczukiewski.natemat.pl/69455,siedzialem-w-celi-z-morderca-wywiad-z-pawlem-falkowskim-skazanym-na-rok-wiezienia-za-posiadanie-jednego-grama

Miałem plan na przyszły wpis, aby wypowiedzieć się na temat wyroku śmierci, chciałem w nim również poruszyć właśnie takie sprawy jak szufladkowanie wszystkich "przestępców" bo nie wszystkich chyba można nimi nazwać. Jednak natrafiłem na ten właśnie artykuł i uznałem, że to najlepszy moment.
 Osobiście dla mnie chorym jest wsadzanie do celi człowieka, aresztowanego za palenie lolka i posiadanie w przeszłości kilku niepełnych gramów. Jaki jest cel zamknięcia go na jeden rok w więzieniu? Chyba tylko taki aby faktycznie mu zniszczyć psychikę, pozbawić bliskich, pozbawić stałego źródła utrzymania i na końcu rozpierdolić tym wszystkim całe życie. Jeśli mielibyśmy już go karać to po prostu kara pieniężna byłaby bardziej odpowiednia. Po którymś tam razie w końcu zacząłby się bardziej ukrywać z tym co robi lub na zawsze skończyłby z tym, ponieważ nudnym stałoby się spłacenie, któryś już raz z rzędu kary pieniężnej. Przynajmniej ze Skarbu Państwa nie upłynęłoby 30tyś. złotych za prowadzenie jego sprawy.

 O systemie funkcjonowania więzienia chyba nie trzeba dużo mówić, wystarczy przeczytać o tym co się tam dzieje w powyższym artykule, aby każdy zrozumiał tę żenadę.
Paweł został przydzielony do celi z mordercą. Rozumiecie? Człowiek bezproblemowy, nie stwarzający nigdy problemów, całkowicie nie groźny, człowiek z bardzo wielkim optymistycznym podejściem do świata odsiedział część wyroku z mordercą - to taki bonus, aby mógł poznać drugą stronę świata.
Wspomniane było również o systemie higieny. Ci pracownicy, strażnicy Teksasu, Mordoru i żelaznych bram, oni tam zapierdalają w jakichś maskach gazowych? Czy im raczej nie przeszkadza ów fakt, że wszyscy skazańcy myją się raz w tygodniu i razem z nimi praktykują taki styl życia? Wyobraźcie sobie co się dzieje jak oni wszyscy tam się spotykają w porze obiadowej na stołówce (nagły brak apetytu).

Rozumiem, że te kolejki trzy razy w miesiącu na widzeniach są takim odwzorowaniem "Zobaczcie co się kurwa działo w komunie" kolejki jak do mięsnego! Ojciec, którego dziecko chce odwiedzić go na widzeniach powinien je uprzedzić wcześniej telefonicznie, że będzie miało dodatkowo za darmo odwzorowanie życia społecznego w komunie.

Nie dziwie się Pawłowi, że po tym wszystkim nagle przestał być patriotą i nie czuje się już obywatelem naszego państwa.
"Przez to wszystko znienawidziłem własny kraj. Ja jeszcze parę lat temu uważałem się za patriotę, walczyłbym o Polskę, ale teraz czuję się człowiekiem szykanowanym, nie czuję się obywatelem tego kraju."

sobota, 13 lipca 2013

ETYCZNE ASPEKTY ABORCJI

Poprzednio pisałem o zdolności par homoseksualnych do adopcji dzieci i wychowywania ich, dzisiaj poruszę zasadniczo podobny temat, jakim jest aborcja.

W kwestii aborcji zdania w Polsce są bardzo mocno podzielone. Nie ma w zasadzie osoby, która zajmuje w tym temacie kompletnie neutralne stanowisko. Zazwyczaj ludzie opowiadają się jako zupełni przeciwnicy tego procederu, drudzy go w całości popierają uznając go za najlepsze możliwe wyjście. Następni chcą, aby to kobieta zawsze decydowała o przerwaniu niechcianej ciąży, ponieważ to właśnie ona nosi w sobie przyszłe lub niedoszłe dziecko. Są też ludzie, którzy twierdzą, że nikt nie powinien decydować o tym czy dziecko ma pozostać przy życiu czy też nie i mimo wszystko powinno ujrzeć światło dzienne. Chcieliby dać wolność słowa dziecku, które aktualnie jest jeszcze zarodkiem (dziecko powinno samo o sobie zadecydować!). To w zasadzie dosyć oczywiste, że wybrałoby życie, prawda? Przecież nawet najbardziej ciemna osoba, która widzi same negatywne strony życia od małego, póki nie przyjdzie na nasz świat nie jest w stanie zdecydować, jak na nim może się poczuć.
Problem pojawia się właśnie tutaj, ponieważ aborcja w Polsce nie została jeszcze całkowicie zalegalizowana, dlatego chociaż byśmy już doszli dla najlepszego dla nas wyjścia (nieważne jaki byłby wynik), nasza decyzja może zostać po prostu odrzucona i podważona poprzez organ, który stoi o wiele wyżej nad nami i po prostu narzuca nam wyjście, którego my nie chcemy (witamy w szarej rzeczywistości). Tak jak osoba, która popełni morderstwo zostaje zamknięta w więzieniu – ona nie ma prawa wybierać czy dyskutować. Ma narzucone prawo, które stoi ponad nim i koniec. Osobiście uważam, że byłoby to dosyć brutalne wyjście, ponieważ to kobieta, która nosi to dziecko W SOBIE i mężczyzna, który ją zapłodnił, powinni wspólnie zadecydować. W przypadku sporu to kobieta definitywnie powinna mieć decydujące zdanie w tym temacie – w mojej opinii.

Aborcji można dokonać drogą chirurgiczną, która daje gwarancje na to, że płód zostanie całkowicie usunięty z dróg rodnych kobiety, lub drogą farmakologiczną, która polega na zażyciu odpowiednich tabletek, które powodują uszkodzenie płodu. Jednak tabletki choć są wygodniejszą i szybszą drogą na pozbycie się niechcianej ciąży nie dają 100% gwarancji na to, że płód zostanie całkowicie uszkodzony, a następnie poroniony. Przy zażyciu tabletek płód może zostać jedynie częściowo uszkodzony, co następnie prowadzi do przymusowego chirurgicznego usunięcia płodu. Niestety tabletki nie zostały uznane jako legalne środki do usuwania ciąży, dlatego wiele kobiet decyduje się po prostu na ryzyko kupując tabletki na „czarnym rynku”, z czego wynikają okropne skutki uboczne (dla zainteresowanych Sepsą).

Są jeszcze chrześcijanie, którzy stawiają wiarę ponad wszystko i przy każdej rozterce, przy każdym problemie, szukają rozwiązania w Biblii. Okazuje się jednak, że większość, ale nie wszystkie wyznania chrześcijańskie potępiają aborcję. I co teraz zrobić? Poradzić się lokalnego księdza, który sam jeździ w każdą sobotę na dziwki do różowego domu i molestuje ministrantów? Tak, wiem... Jeśli ktoś jest fanatycznym chrześcijaninem, obala takie oskarżenia  bez namysłu i ponad życie wierzy księżulkowi. Katolicyzm jednak stawia sprawę jasno: osoba, która pomaga przy aborcji lub aborcji się dopuszcza, zostaje automatycznie wykluczona ze wspólnoty (tak jak stały ban za wulgaryzm na społecznym czacie) – każdy chyba tego doznał.
 

Teraz, kiedy już mamy mniej więcej przybliżone co i jak w naszym państwie z tą aborcją, możemy wyrazić w tym wszystkim nasze skromne zdanie. Trudno jest cokolwiek powiedzieć o problemie, który nas nie dotyka. Nie możemy, a raczej nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić co wtedy czuje kobieta oraz jej partner, których właśnie taki problem dotknął. Według mnie, tak jak już wspomniałem na początku, aborcja powinna zostać w całości zależna od decyzji  kobiety i mężczyzny, którzy mają stać się przyszłymi rodzicami. To oni powinni zadecydować, czy ich dziecko powinno przyjść na świat, czy też nigdy nie ujrzeć światło dziennego. Mimo wszystko, zdanie kobiety zawsze powinno mieć większą wagę. To przecież ona nosi w sobie to dziecko, to przecież w niej się rozwija i to ona je rodzi. Najmniej powinny mieć do powiedzenia osoby, które szczekają najgłośniej, a tak naprawdę z tym problemem nie mają styczności. Myśl o tym, że ktoś uśmierca dziecko (w zasadzie jeszcze zarodek), które nie miało nawet szans na to, żeby chociaż zasmakować tej chwili na wolności jest wręcz przerażająca (przecież dziecko niczym nie zawiniło), jednak problem nie dotyczy nas i to nie my decydujemy.  Są różne przypadki, nawet jeśli dziecko niczym nie zawiniło, ale jest po prostu wynikiem gwałtu na młodej kobiecie, która sama nawet tak naprawdę nie zdążyła zasmakować prawdziwego życia, to jaki jest sens rodzenia takiego dziecka? Ta dziewczyna i tak już ma zniszczoną psychikę, a jak ma sobie poradzić przez całe życie ze świadomością, że wychowuje dziecko jakiegoś nierównoważonego, napalonego dewianta, który być może zgwałcił więcej takich osób, jak ona? Jeśli ktoś nie ma z tym kłopotu i mimo wszystko chce urodzić to dziecko, aby spróbować je wychowywać samemu lub oddać do adopcji, to nie ma o czym rozmawiać. Taka jest decyzja matki i koniec. Nikt nie ma prawa zabronić jej rodzić takiego dziecka, ale również nikt nie ma najmniejszego prawa zmuszać jej do tego, aby musiała takowe dziecko urodzić. W takich przypadkach aborcja powinna być legalna. W przypadku kiedy dziecko jest wynikiem zwyczajnej wpadki, np. źle założonej prezerwatywy, to jak najbardziej powinno przyjść na świat. Dlaczego? W naszym życiu to my podejmujemy decyzje i to my ponosimy ich konsekwencje. Jeśli coś spieprzyliśmy, to przyjmujemy to na klatę i radzimy sobie z odpowiedzialnością za nasze czyny. Z drugiej strony, jeśli po prostu ktoś się nieprawidłowo zabezpieczył lub zapomniał i wyszła z tego niechciana ciąża, a my jesteśmy aktualnie w beznadziejnej sytuacji życiowej (nie mamy pieniędzy i sami ledwo co się wyrabiamy, nie mamy warunków do wychowywania dziecka itd.), to wtedy dziecko powinno zostać po narodzeniu oddane do adopcji. Alternatywą także jest aborcja – to wszystko naprawdę zależy od kobiety i mężczyzny, od ich sytuacji, to oni wspólnie powinni podjąć tą decyzję. Jeśli mężczyzna po dowiedzeniu się, że jego partnerka zaszła w niechcianą ciążę, odchodzi od niej z tego powodu i zostawią ją samą z tym problemem (darujmy sobie epitety) to wtedy w 100% wszystko powinno zależeć od kobiety. To ona jest poszkodowana i to ona powinna decydować co dla niej będzie najlepsze.
Przypadków naprawdę jest masa i moglibyśmy tutaj rozpisywać jeden po drugim konstruując coraz to bardziej złożone i problematyczne. Jednak mimo to, aborcja jest i zawsze będzie jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów i zmuszających do refleksji tematów.
 

Perspektywa Jednookiego:
Najsampierw: paranoją jest, że decyzje w sprawie ustalania kwestii spornych w związku z aborcją czy jej legalizacji podejmuje stado baranów rezydujące na ul. Wiejskiej w Warszawie. Ci ludzie są tak starzy, że albo jest dla nich zdecydowanie za późno, by mogli poradzić sobie z wychowaniem potomków, albo w ich mentalności tkwi głęboko zakorzenione przekonanie, iż aborcja jest rzeczą absolutnie nie do zaakceptowania. Nie mają żadnych podstaw, by stanowić prawo nie posiadając kwalifikacji i doświadczenia. Co prawda wybraliśmy ich, wybraliśmy partie rządzące, przypatrujemy się koalicjom, ale te buraki już dawno przestały być głosem ludu, dzień w dzień prowadząc co raz to bardziej paskudne, polityczne gierki, które mają niewiele wspólnego z ideą państwa demokratycznego.
Wracając jednak do meritum... aborcja to dość zawiła sprawa. Minie naprawdę dużo czasu, zanim społeczeństwo się określi i stanie w większości po jednej stronie barykady. Szczęśliwie, w Rzeczypospolitej istnieje jeszcze możliwość wyrażania własnego zdania. Zamierzam z tego skorzystać. W mojej opinii, o aborcji powinni decydować biologiczni rodzice dziecka i lekarz, w mniej optymistycznych wariantach pozostawiona samotnie kobieta w ciąży i lekarz. Masz dwójkę dzieci, a twojemu facetowi pękł "kapturek"? Trzecie dziecko przyniesie same kłopoty? Aborcja. Zostałaś zgwałcona i uważasz pozbycie się dziecka za jedyny możliwy sposób, po którym dojdziesz do siebie? Aborcja. Nie stać cię, nie uważasz, że powinnaś mieć syna/córkę? Aborcja. Aczkolwiek tylko do pewnego momentu... Usunięcie zdrowego, w pełni funkcjonującego płodu uważam za zabójstwo, które może być usprawiedliwione tylko stanem zagrożenia życia kobiety w ciąży. Jest zarodek - w porządku. Ale nic więcej. Po trzecim miesiącu skrobanka powinna być nielegalna. W XXI wieku nasze państwo demograficznie leży na łopatkach. Być może to dziecko, którego ktoś nie chce, trafi do kochającej rodziny pozbawionej możliwości posiadania własnych dzieci? Uważam, że chirurgicznej aborcji powinno się raczej unikać (o ile, jak wcześniej wspomniałem, nie jest ona wskazana ze względu na stan zdrowia przyszłej matki). Odpowiedzialna kobieta, która uprawia odpowiedzialny seks z odpowiedzialnym mężczyzną, do takiej sytuacji nigdy nie dopuści. Nawet podczas przygody na jedną noc, gdzieś na skraju cywilizacji pod namiotem, grzmocąc się z facetem bez środków antykoncepcyjnych, może udać się do zaufanego lekarza po tzw. "tabletki po". Nie wiem dokładnie, na jakiej zasadzie to wszystko działa, bo ani medycyny nie skończyłem, ani nie jestem farmaceutą. Wiem natomiast, że używanie mózgu Polakom przychodzi z trudem, zwłaszcza w takich sytuacjach. Wystarczy zmienić podejście, sprawić, by było ono bardziej profilaktyczne. Bo zawsze lepiej zapobiegać, niż leczyć. Co więc należy? Bezwzględnie stawiać czoła następstwom swych czynów, bądź szukać pomocy i oparcia wśród bliskich. Przede wszystkim zaś włączyć myślenie, przewidywać i nie zrobić z siebie kretyna, bądź kolokwialnie mówiąc, szmaty. Amen.

wtorek, 9 lipca 2013

ZDOLNOŚĆ PAR HOMOSEKSUALNYCH DO ADOPCJI, CZYLI JAK ODEJŚĆ OD BIEŻĄCEGO CIĄGŁEGO PROBLEMU

Było już wcześniej o tolerancji, jednak tolerancja nie równa się słowu akceptacja. Dlatego tak tytułem wstępu chciałbym dzisiaj poruszyć również jeden kontrowersyjny temat jakim jest zdolność par homoseksualnych do adopcji dzieci.


Bóg stworzył kobietę i mężczyznę nie po to, aby powstawały pary homoseksualne, lecz właśnie po to aby mężczyzna mógłby się związać z kobietą i mógł ją zapłodnić z czego wynika oczywiście przedłużenie gatunku. Gdyby kobieta lub mężczyzna byłaby lub byłby samowystarczalny to nie byłoby o czym mówić jeśli chodzi o pary homoseksualne, wtedy nie byłoby wyjścia, ponieważ istniałaby tylko jedna płeć. Po co sprzeciwiać się naszej naturze i robić coś wbrew jej woli, właśnie dlatego istnieją dwie płcie, aby mężczyzna z kobietą zakładał rodzinę.

Jeśli chodzi o zdolność do adopcji par homoseksualnych co wywołuje ostatnio w naszym państwie bardzo duże zamieszanie i jednocześnie zainteresowanie tym tematem, tylko dlatego, że w niektórych państwach zgodzili się już na to wyjście i ludzie (pary homoseksualne) chcą tego samego w państwie, to osobiście uważam, że bez dwóch zdań pary homoseksualne powinny byś absolutnie pozbawione praw do wychowywania jakiegokolwiek dziecka bez znaczenia czy powstało ono w wyniku zapłodnienia in vitro, czy zostało adoptowane, czy zostało na zamówienie urodzone przez surogatkę czy tam ukradzione z zoo (nieważne).

Oczywiście będąc już przy tym temacie nie mam jakichkolwiek zastrzeżeń jeśli chodzi o istnienie takich związków, niech biorą już sobie ten ślub (ale nie raczej kościelny tylko cywilny), niech będą sobie już tą parą to nie powinno raczej nikomu przeszkadzać, dopóki nie będą się ukazywać publicznie w taki sposób, który mógłby wywoływać u ludzi wręcz wymioty to nikt nie powinien mieć z tym problemu - myślę o takich sytuacjach jak np. pocałunek publiczny lub inne obściskiwanie się (takich sytuacji nie musimy akceptować) - ludzie "rzygają" widząc w takich sytuacjach pary normalne czyli hetero, więc co dopiero widząc pary homoseksualne.

Każdy ma swoje życie i to od danej osoby zależy jak przez nie przejdzie czy będzie miała taką orientację lub inną, czy będzie wierzyła w Boga czy też nie, jej życie jej wybór. Każdy na starcie dostał wolną wolę, a więc nikt nie powinien nikomu mówić jak żyć, co robić i nie pisać nikomu scenariuszu na całe życie. Jednak zawsze trzeba się liczyć z konsekwencjami, które w tym wypadku są najczęściej reakcją ludzi.

Jednak to wszystko nie wiąże się z tym, że skoro z naszym życiem możemy robić co chcemy, to możemy również sobie wychowywać dziecko jeśli jesteśmy parą homoseksualną - Nie. Wyobraźcie sobie jakby miało żyć w społeczeństwie dziecko, które zostało wychowane przez dwóch facetów? W szkole byłaby taka akcja: "Potrzebuję zgody Twojego ojca" dziecko by odpowiadało "a którego ?", albo na jakimś dokumencie pisałoby imię matki i imię matki nr. 2 ? Takie dziecko już na starcie miałoby całkowicie przesrane w życiu, od małego zostawałoby odtrącane i wyśmiewane przez rówieśników, z biegiem lat stawałoby się coraz większym pośmiewiskiem. Taka jest przykra prawda. Skoro w Polsce ludzie kiedy zobaczą murzyna stają nagle w szoku i mówią "o ja pierdole co on tu robi?!" tak właśnie jest, ciemnoskóra osoba w naszym kraju jest atakowana wzrokiem i wyśmiewana za plecami na każdym kroku, a to jest w miarę codzienny widok przynajmniej w większych miastach, dlatego wyobraźcie sobie jak dziecko z pary homoseksualnej (a tego faktu nie da się ukrywać całe życie) zostałoby od razu zaatakowane. Śmiałbym stwierdzić, że taka osoba nie dałaby rady sobie po prostu normalnie funkcjonować w życiu co mogłoby doprowadzić w licznych przypadkach nawet do samobójstwa.

A więc skoro ktoś wybrał dla siebie ścieżkę taką a nie inną to dlaczego miałby prawo niszczyć życie dziecku. Tak jak mówiłem, ze swoim życiem każdy robi to co zechce, ale nikt nie ma wpływu na życie innego człowieka i mam nadzieję, że nigdy tak nie będzie. Takim parom powinno zostać jasno wypowiedziane raz, głośno i porządnie, tak aby każdy zrozumiał, że skoro ktoś decyduje się na związek homoseksualny to pozbawia się możliwości wychowywania jakiegokolwiek dziecka, a jeśli ktoś chce wychowywać dziecko to niech zrobi to tak jak powinno być czyli założyć rodzinę na poziomie: kobieta i mężczyzna i tak jak to na początku było nam dane, i nie sprzeciwiać się naturze. Wtedy dziecko ma szansę na normalne życie i wychowywanie się z rówieśnikami.

Szkoda jednak, że państwo tak naprawdę ma wyjebane na to co ludzie powiedzą i na to jaki będzie wynik, bo ten temat został nam rzucony tylko po to, aby ludzie przestali się interesować tym co się dzieje aktualnie z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ).

sobota, 6 lipca 2013

To jest Kacper. cz. 2

Otóż to, Kacper. Leniwy, powolny, zawsze niewyspany, wiecznie nienażarty, agresywny jedynie zza płotu (taki pies na zaczepkę). Ten staruszek, mogłoby się wydawać, że młody, piękny i pełny energii jak na zdjęciu, obchodzi tego roku jedenaste urodziny. Jeśli by przeliczyć na ludzkie lata byłby najstarszym domownikiem w naszym domu. Jednak dosyć niedawno zaczął udzielać mu się jeden i to poważny aspekt w życiu, wręcz nie do zniesienia. Powiem prosto z mostu jak jest, bo jakoś tak nie mogę znaleźć słów, aby to delikatniej opisać - Mój pies zaczął puszczać okropnie śmierdzące bąki! Cichacze, (podkołdernik pospolity), dlatego długo dochodziliśmy do tego, że to właśnie on jest sprawcą całego zamieszania, które wywołuje za każdym razem w swoim otoczeniu. Wcześniej kiedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to właśnie on wydziela tak okropne smrody, zwalaliśmy wszyscy na siebie, jak siedzieliśmy tak na siebie wytykaliśmy palcami "Jak mogłeś!", "Ty świnio!" i tak dalej. Jeszcze na początku kiedy wszystko się zaczynało było widać chociaż po nim jakieś skrupuły, zdawał sobie sprawę, że przekracza jakieś normy etyczne, bo gdy już to zrobił obrócił się szybko jak poparzony i zwąchał to co mu wyszło tyłem (tak jakby chciał sprawdzić czy to faktycznie on), gdy już zwąchał, że coś jest nie tak, opuścił uszy, głowę i uciekał z miejsca występku (nie, nie, to nie ja, ja przecież jestem tutaj, a wam śmierdzi tam, to nie mogłem być ja). Teraz, kiedy to co robi stało się już codziennością przestał w ogóle na to zwracać uwagę. Po prostu leży sobie na środku podłogi, puszcza sobie bąka i nawet nie drgnie (teraz to już nie zwącha), dźwięk który się wydobywa właśnie z tego... można fajnie opisać, dźwięk przypominający ten, jakby ktoś spuszczał powietrze z wentylka, takie krótkie cssssss i po sprawie. Odgłos niepozorny, ale uwierzcie mi efekt dosłownie zwala z nóg (skunks przy nim to przedszkolak) i wymusza na "konsumencie" natychmiastowe zasłonięcie ust i nosa, a czasami nawet ewakuację z pomieszczenia (okropność).
Ostatnio moja siostra zaprosiła do domu kilka tam osób na jakąś tam skromną popijawkę, a wiadomo, jak alkohol to i zagryzka, a jak zagryzka to Kacper, wiecznie nienażarty. Podchodził do każdego kto siedział przy stole, i drapał trochę po nodze, aż w końcu coś przypadkowo spadało na ziemię, tak właśnie się najadał, później położył się pod stołem i się zaczęło. Po 10 minutach przedstawienia ludzie kazali zamknąć psa w kiblu i stwierdzili, że następnym razem jak będzie pies w domu to nie przyjdą, bo po prostu zbyt mocno jebie. Także no.
Jeszcze kilka dni temu tak mocno się zjebał z samego rana, że mnie aż obudził ten smród, nie sam dźwięk, bo on jest prawie niedosłyszalny, ale ten okropny zapach! Sęk w tym, że w pokoju byłem sam i miałem zamknięte drzwi, a pies spał z siostrą w pokoju obok, która też miała zamknięte drzwi, także tym razem z rana wypuścił takiego diabła, który przebił się dwa razy przez drzwi.
Nareszcie kilka dni temu wszystko się szczęśliwie wyjaśniło, kiedy to z rana przyszła do mojej mamy sąsiadka na kawę i stwierdziła po kilku sekundach, że nasz pies ma raka odbytu.



czwartek, 4 lipca 2013

AKCJA ŻYCIA!

Pierwszy raz widziałem taką akcje w swoim życiu. Idziemy sobie z dziewczyną po mieście, przechodzimy obok kantoru i właśnie wtedy wyminął nas facet, gdzieś tak na oko 25 lat miał. Pijany szedł (naeabany jak stodola) ciuchy jak na plażę, spodenki surfera, jakaś tam koszuleczka i typowo jak dla polaka top trendy, niekończąca się moda: klapki gumiaki z czarnymi skarpetami podciągniętymi do góry tak mocno, że już w szwach puszczały.
 I wyminął nas taki plażowicz pewnym krokiem w kierunku tego kantora, wchodzi po schodkach i mówi: "Są kamery?! No i zajebiście!" podchodzi bliżej do drzwi, obraca się jeszcze na chwile za siebie, sprawdza czy ktoś patrzy i zaczyna uderzać najpierw łokciem później pięściami w szklane wejście wykrzykując: "Mam kurwa rozjebać te drzwi, żeby dostać kasę?! Dawaj suko kasę!" - Wpadła kosa na kamień, bo zamiar był taki, że drzwi miały się rozlecieć, a nie jego pięści, które był już całe czerwone od krwi - tak przynajmniej ja uważam.
 Nie za bardzo przejąłem się tą sytuacją, znaczy na pewno nie na tyle aby jakoś zareagować i próbować go uspokoić no bo co będę się pchał do jakiegoś narwańca, który zaczął napierdzielać w wejście od kantora, ale głowę miałem cały czas odwróconą jak szliśmy dalej, uważnie śledziłem tok wydarzeń - no przynajmniej nie stałem jak debil cztery metry od niego na chodniku i się nie gapiłem co on robi tak jak ludzie przechodzący właśnie obok (JACIE ZOBA CO ON ROBI! ŁOO JAAACIE").
 W pewnym momencie najwidoczniej znudziło mu się żmudne uderzanie gołymi pięściami w szklane drzwi, bo nagle przyjebał w szybę obok z tak zwanego "prezesa" czyli tradycyjnie czubkiem stopy. Nie wiem jak on to zrobił i nie pytajcie mnie jak można z dzioba rozbić całą szybę gdzie był przypominam jedynie w czarnych skirpach i klapakach (a podciągnięte skirpy nie dodają jakichś szczególnych właściwości chyba) bo po prostu nie mam pojęcia. Momentalnie zaczął wyć alarm. "Włamywacz", chyba mogę go już tak nazwać, kiedy usłyszał alarm i zdał sobie sprawę, że właśnie rozbił szybę w kantorze uspokoił się i jak gdyby nigdy nic zszedł sobie spokojnie ze schodków i próbował odejść z miejsca zdarzenia. Drogę zastawiła mu kobieta, która była świadkiem całego zdarzenia, wybiegła z samochodu, który zaparkowała obok z telefonem w dłoni wybierając już tam kciukiem cyfry 112. Facet, który dosłownie przed pięcioma minutami zanim pojawił się "włamywacz" zamknął kantor, przybiegł z powrotem, gdy usłyszał alarm. Jednym płynnym ruchem nadgarstka, jakby od niechcenia powalił go na ziemie.
 Nie wiem czemu ale właśnie wtedy sobie pomyślałem: "Człowieku przecież gdybyś tylko chciał to byś teraz wstał i spierdolił im i nawet by Cię nie złapali, tyle by Cię widziano, a tak to zaraz Cię zakują w kajdany i tyle." Nie wiem chyba po prostu pomyślałem o tym co bym próbował zrobić gdybym znalazł się na jego miejscu. Po chwili przyjechał radiowóz, wpakowali go na tylnie siedzenie i po sprawie.
 Dzisiaj przechodziłem obok tego kantoru, zbitą szybę, znaczy dziurę która powstała w wyniku tego uderzenia zakleili po prostu taśmą przezroczystą cwaniacy.