czwartek, 4 lipca 2013

AKCJA ŻYCIA!

Pierwszy raz widziałem taką akcje w swoim życiu. Idziemy sobie z dziewczyną po mieście, przechodzimy obok kantoru i właśnie wtedy wyminął nas facet, gdzieś tak na oko 25 lat miał. Pijany szedł (naeabany jak stodola) ciuchy jak na plażę, spodenki surfera, jakaś tam koszuleczka i typowo jak dla polaka top trendy, niekończąca się moda: klapki gumiaki z czarnymi skarpetami podciągniętymi do góry tak mocno, że już w szwach puszczały.
 I wyminął nas taki plażowicz pewnym krokiem w kierunku tego kantora, wchodzi po schodkach i mówi: "Są kamery?! No i zajebiście!" podchodzi bliżej do drzwi, obraca się jeszcze na chwile za siebie, sprawdza czy ktoś patrzy i zaczyna uderzać najpierw łokciem później pięściami w szklane wejście wykrzykując: "Mam kurwa rozjebać te drzwi, żeby dostać kasę?! Dawaj suko kasę!" - Wpadła kosa na kamień, bo zamiar był taki, że drzwi miały się rozlecieć, a nie jego pięści, które był już całe czerwone od krwi - tak przynajmniej ja uważam.
 Nie za bardzo przejąłem się tą sytuacją, znaczy na pewno nie na tyle aby jakoś zareagować i próbować go uspokoić no bo co będę się pchał do jakiegoś narwańca, który zaczął napierdzielać w wejście od kantora, ale głowę miałem cały czas odwróconą jak szliśmy dalej, uważnie śledziłem tok wydarzeń - no przynajmniej nie stałem jak debil cztery metry od niego na chodniku i się nie gapiłem co on robi tak jak ludzie przechodzący właśnie obok (JACIE ZOBA CO ON ROBI! ŁOO JAAACIE").
 W pewnym momencie najwidoczniej znudziło mu się żmudne uderzanie gołymi pięściami w szklane drzwi, bo nagle przyjebał w szybę obok z tak zwanego "prezesa" czyli tradycyjnie czubkiem stopy. Nie wiem jak on to zrobił i nie pytajcie mnie jak można z dzioba rozbić całą szybę gdzie był przypominam jedynie w czarnych skirpach i klapakach (a podciągnięte skirpy nie dodają jakichś szczególnych właściwości chyba) bo po prostu nie mam pojęcia. Momentalnie zaczął wyć alarm. "Włamywacz", chyba mogę go już tak nazwać, kiedy usłyszał alarm i zdał sobie sprawę, że właśnie rozbił szybę w kantorze uspokoił się i jak gdyby nigdy nic zszedł sobie spokojnie ze schodków i próbował odejść z miejsca zdarzenia. Drogę zastawiła mu kobieta, która była świadkiem całego zdarzenia, wybiegła z samochodu, który zaparkowała obok z telefonem w dłoni wybierając już tam kciukiem cyfry 112. Facet, który dosłownie przed pięcioma minutami zanim pojawił się "włamywacz" zamknął kantor, przybiegł z powrotem, gdy usłyszał alarm. Jednym płynnym ruchem nadgarstka, jakby od niechcenia powalił go na ziemie.
 Nie wiem czemu ale właśnie wtedy sobie pomyślałem: "Człowieku przecież gdybyś tylko chciał to byś teraz wstał i spierdolił im i nawet by Cię nie złapali, tyle by Cię widziano, a tak to zaraz Cię zakują w kajdany i tyle." Nie wiem chyba po prostu pomyślałem o tym co bym próbował zrobić gdybym znalazł się na jego miejscu. Po chwili przyjechał radiowóz, wpakowali go na tylnie siedzenie i po sprawie.
 Dzisiaj przechodziłem obok tego kantoru, zbitą szybę, znaczy dziurę która powstała w wyniku tego uderzenia zakleili po prostu taśmą przezroczystą cwaniacy.