niedziela, 10 listopada 2013

INCYDENT

Incydent, o którym wam opowiem jest bardzo delikatnym tematem, dlatego zastanówcie się czy na pewno chcecie to czytać (i tak wszyscy przeczytają).
Wszystko miało miejsce dosyć dawno, jednak nie tak odlegle abym o tym zapomniał. Był piątek, wieczór - wiadomo trzeba było obmyślić jakiś plan działania. Zaprosiłem do siebie kumpla na piwko (ew. dwa) jednak całkiem przypadkowo wylądowaliśmy u mnie w piwnicy z tego względu, że u góry w domu było dosyć tłoczno, a nie chcieliśmy się tam łokciami przepychać i krzyczeć do siebie żeby porozmawiać przy piwku. Usiedliśmy w pomieszczeniu gdzie akurat znajdował się stół, fotel wędkarski i krzesło ogrodowe (także w sam raz). Po pierwszym piwku zrobiło się troszkę zimno, tym bardziej, że byliśmy w piwnicy (zimą). Dlatego zdecydowałem, że rozpalę w piecu i przeniesiemy się do kotłowni - usiądziemy na jakichś pieńkach i dobra. Zatem wychodzę z propozycją, kumpel odpowiedział, że spoko. Podniecony chyba lekko tematem rozpalania w piecu (albo siedzenia na pieńku, kto wie) wyprzedził mnie o kilka kroków mówiąc: "Dobra to ja Ci pomogę." Nie zdążyłem nawet zareagować, a co dopiero powiedzieć, że musi uważać bo w kotłowni jest na samym środku studzienka gdzie odchodzi deszczówka (wszystko z racji niskiego położenia). No i bach, jak to człowiek z nadaktywnością ruchową, żeby już nie mówić ADHD. Wleciał prosto do kotłowni nie zapalając nawet światła... wyszło tak, że wleciał tam pewnym krokiem i jedną nogą przesunął klapę od studzienki, i tą samą wpadł do środka, a drugą zostając na podłodze (ałć). Wylądował swoimi klejnotami na samym kancie betonu. Skrzywiła mi się lekko morda (jemu chyba też, ale nie jestem pewien) kiedy na to patrzyłem, no ale myślałem, że trochę pomarudzi, postęka wyda kilka dziwnych odgłosów, ale zaraz stanie na piętach i wszystko będzie w porząsiu. Nie było. Okazało się, że rozciął sobie worek - dosłownie. Krew się leje, ja nie wiem co mam robić, on podbiegł do lampy i sprawdzał co się konkretnie stało: "Słuchaj ja muszę chyba jechać do szpitala" - odprowadziłem go kawałek i w zasadzie do dziś nie wiem nawet jak dotarł do tego szpitala mając już alkohol we krwi.

Na drugi dzień słuchałem takiego opowiadania, które jest również bardzo delikatne. W wersji skróconej było tak, że dotarł do tego szpitala, powiedział co jest grane i poszedł na salę operacyjną, na której oprócz doktora, do którego się zwrócił z problemem zawitała również młodsza Pani doktor, która miała się tym zająć i druga starsza stojąca na czatach, czy cokolwiek tam robiła (gapiła się): "A  Panie to nie wyjdą?" młodsza odpowiedziała: "Nie, przecież będę panu to zszywała" - urwało się na myślach, które wybrzmiewałyby coś w stylu: "Tylko spokojnie, bądź spokojny, żeby tylko nie stanął."

piątek, 8 listopada 2013

Internety vs. telewizja

Zanim przeczytacie cały wpis odpowiedzcie na to pytanie poniżej w komentarzach: Czego używacie chętniej i częściej, telewizji czy internetu?

Internet rozwija się coraz szybciej, jeszcze niedawno służył tylko do wyszukania najprostszych informacji i łączeń. Dzisiaj jest podstawą każdego domu (dla niektórych jest domem) i powoli zaczyna zastępować wszystkie inne źródła informacji, i rozrywki.
Radio przebił już dawno, nie tylko pod względem publikowanych informacji, ale też rozrywki. Internet pozwala na wyszukiwanie muzyki dla każdego gustu, dzięki przeróżnym aplikacjom pozwala na tworzenie własnych playlist czy też pobieranie pojedynczych utworów do schowka, dzięki czemu zawsze możemy słuchać tego czego chcemy, a nie tak jak w przypadku radia, gdzie lecą zazwyczaj najwyżej notowane listy przebojów, czy przeżute, powtarzające się codziennie milion razy te same utwory.
Jeśli jesteśmy głodni informacji o bieżących wydarzeniach z kraju, czy też ze świata wystarczy kliknąć myszką. W każdej chwili możemy wyszukać to co nas konkretnie interesuje. W przypadku radia na zaspokojenie wiedzy o wiadomościach bieżących musimy czekać do wyznaczonej godziny na transmisje - co często jest niewygodne, chociażby przez aspekt braku czasu.
W internecie nie brakuje również "konkursów" czy innych "loterii", w których przypadkowa osoba zawsze ma szanse wygrać najnowsze BMW (to przytrafia się każdemu codziennie).

Jeśli chodzi o telewizje. Program telewizyjny jest zróżnicowany, tak aby każdy mógł znaleźć w nim coś dla siebie; "Moda na sukces" dla lifestylowych fanatyków, "Kuchenne rewolucje" dla głodomorów oraz wiele innych - jednak nadal trzeba czekać na konkretną godzinę emisji programu. Dostępna jest muzyka (Top 5 tygodnia). Dostępne są filmy na każdą chwilę (a raczej reklamy z przerwami na część filmu), no i oczywiście informacje (słabo i ogólnikowo przekazywane).
Według mnie jedna część internetu przebiła już dawno telewizje, a konkretnie "YouTube", telewizja osobista, na której każdy ma szanse na wyemitowanie siebie, na prowadzenie własnej "telewizji". W internecie możemy znaleźć wszystko to co oferuje nam telewizja, czyli filmy bez żadnych reklam, informacje, te które nas interesują przekazane dokładnie, muzykę, którą lubimy słuchać i możemy jej słuchać w każdej chwili, rozrywkę w milionach odsłon i wiele więcej przekraczając możliwości telewizji. To wszystko bez pilota.

Niestety wszystko się kiedyś kończy, "YouTube" się kiedyś skończy, "Blogger" się kiedyś skończy, ale telewizja się nigdy nie skończy. Dlaczego? Ponieważ ma ogromne przebicie i ogromną siłę manipulacji ludźmi, którzy często nawet sobie z tego nie zdają sprawy - zysk jest zbyt wielki.


 

czwartek, 7 listopada 2013

Kilka słów o czymś

Witam wszystkich serdecznie :) Słuchajcie jakiś czas temu na internetach pojawiło się coś takiego
jak "Bloglovin" - nie będę wam tutaj wyjaśniał o co z tym dokładnie chodzi i jak to działa (bo sam jeszcze nie wiem), powiem tylko tyle, że tam można mnie chyba jakoś znaleźć, dzięki temu również obserwować i czytać wszystko co opublikuje, nie wchodząc koniecznie tutaj. Dlatego też nie chcąc zaniedbać ludzi i innych followersów, którzy mnie już wyprzedzili i zdążyli obserwować tam moją stronkę zanim się zdążyłem zalogować (było zaskoczenie, było), to oczywiście zarejestrowałem się tam i w miarę możliwości szybko to wszystko ogarnę tak aby nic nikogo nie ominęło.
Tutaj muszę jeszcze wkleić kod żeby wszystko pięknie chodziło: <a href="http://www.bloglovin.com/blog/6733255/?claim=mtc45x437my">Follow my blog with Bloglovin</a>

Korzystając z okazji, skoro już tak o tej nowej stronce Bloglovin to zapraszam was również do śledzenia mnie i mojej muzyczki na https://play.spotify.com/user/1195482918 podczas której to wszystko oczywiście powstaje.
 Tak w ogóle to co tam u was moje ziomeczki? :)

poniedziałek, 4 listopada 2013

Beagle Lola

Lola jest jeszcze szczeniaczkiem Beagle, na świecie stawa kroki od około dwóch miesięcy co daje lekko ponad rok życia dla psa. Oczywiście podejmując się zadaniu wychowania Beagle'a co nie jest łatwą próbą - wiem, bo za każdym razem kiedy wychodzę z nią na spacer, każdy człowiek
przechodzący obok nas, zawsze sypnie jakąś ciekawostką odnośnie tej rasy: "A bo te psy wżerają tyle ile im się da, a potem są tłuste", "A no moja znajoma miała kiedyś Beagle'a to szalała w śmietniku", "Te Beagle to straszne złodzieje są! Zawsze zdejmują jedzenie ze stołu", "Wstręciuchy niesamowite, nie da się ich niczego nauczyć, no ale trzeba przyznać, że są przepiękne i jak się tutaj nie zakochać?" - Także, mogę zacząć pisać poradnik. Chociaż pamiętam, że raz rozmawiałem ze starszą panią, która nie wiedziała dlaczego jej Beagle jest spasiony...pewnie dlatego, że za dużo się rusza i ma już za duże mięśnie.
 Wracając do wstępu: Oczywiście podejmując się zadaniu wychowania tej znienawidzonej z charakteru, ale umiłowanej z wyglądu zewnętrznego rasy staram się to jakoś ogarnąć i stawiam surowe rygory: 
1. Nie słuchać się ludzi, którzy nie mają pojęcia jak wytresować psa.

Zapewne to zawsze rasa jest winna swojemu złemu zachowaniu, a nie brak zainteresowania psem ze strony właściciela. Tak jak to bywa ze stereotypami o Pitbullach, które zawsze, wszędzie i o każdej porze są agresywne, i nic nie da się z tym zrobić. W mieście, w którym mieszkam NIGDY nie widziałem agresywnego Pitbulla i nigdy nie słyszałem o ich ataku na człowieka, co zdarza się oczywiście w stanach (skąd to się wszystko wzięło tak jak wszystko inne), gdzie te psy nie mają opiekunów i biegają luzem automatycznie pozbawione tresury, dlatego zachowują się tak, a nie inaczej. Jednak z drugiej strony, co drugi Labrador, którego widzę jest spasiony i ledwo co idzie, ale tak to jest oczywiście kwestia rasy, przecież dobrze zbudowane labradory nie istnieją. Odwołując się do porad i ciekawostek, którymi każdego dnia jestem zaszczycany - przeważnie ludzie, którzy to mówią idą właśnie ze świnią (czytaj: Beagle) na smyczy.

Od jakiegoś czasu próbuję przystosować i przyzwyczaić własnego psa do jakichś tam norm, dlatego postanowiłem zaprosić swoją dziewczynę z jej psem Yorkiem do siebie do domu i przetestować umiejętności społeczne Loli. Okazało się, że dwumiesięczny piesek potrafi bawić się jedynie poprzez podgryzanie drugiego psa, a wiadomo Yorki jak to Yorki przeważnie mają dłuższą sierść (włosy, Yorki mają włosy) no i ta Lola tak podgryzała Fadusia, tego Yorka, że wyrywała mu głębki włosów ze skóry, a on przestraszony uciekał tam gdzie ona nie potrafi się dostać, czyli na sofę. Jednak na zewnątrz gdzie miejsca zrobiło się trochę więcej, to Fado poganiał Lole, bo ta jeszcze bez dobrej koordynacji wywalała się przy każdym zakręcie. 

Posiadanie psa stawia pretekst i dodatkową motywacje do odrobiny ruchu, dlatego też biegam z nią codziennie nad jeziorem. Kiedy zaczynałem, bałem się ją trochę spuszczać ze smyczy, nie wiedziałem jak się zachowa, no bo jak ma się zachować szogun bez kontroli nad nim? Okazało się tak, że biegała za każdym innym człowiekiem, nieważne czy szedł, biegł czy też jechał na rowerze w innym kierunku niż ja. Raz było tak, że zerwała się za biegnącym facetem w przeciwną stronę, no a ja oczywiście z nią. Biegnie temu facetowi po kostkach podgryza go tam, ja biegnę za nimi i nagle facet się odwraca i mówi: "Mogę się zatrzymać jeśli pan chce" - Nie no co ty, biegnij sobie dalej.  Raz się rzuciła na kaczkę do wody na smyczy z krawędzi około pół metra. Rozpakowała sobie w samochodzie zakupy i zjadła pół kilo surowego mięsa mielonego po czym zrzygała się siostrze do szafy na ciuchy. Zmusiła nas do wielokrotnego zmieniania pościeli no i takie tam pieskie życie.