poniedziałek, 4 listopada 2013

Beagle Lola

Lola jest jeszcze szczeniaczkiem Beagle, na świecie stawa kroki od około dwóch miesięcy co daje lekko ponad rok życia dla psa. Oczywiście podejmując się zadaniu wychowania Beagle'a co nie jest łatwą próbą - wiem, bo za każdym razem kiedy wychodzę z nią na spacer, każdy człowiek
przechodzący obok nas, zawsze sypnie jakąś ciekawostką odnośnie tej rasy: "A bo te psy wżerają tyle ile im się da, a potem są tłuste", "A no moja znajoma miała kiedyś Beagle'a to szalała w śmietniku", "Te Beagle to straszne złodzieje są! Zawsze zdejmują jedzenie ze stołu", "Wstręciuchy niesamowite, nie da się ich niczego nauczyć, no ale trzeba przyznać, że są przepiękne i jak się tutaj nie zakochać?" - Także, mogę zacząć pisać poradnik. Chociaż pamiętam, że raz rozmawiałem ze starszą panią, która nie wiedziała dlaczego jej Beagle jest spasiony...pewnie dlatego, że za dużo się rusza i ma już za duże mięśnie.
 Wracając do wstępu: Oczywiście podejmując się zadaniu wychowania tej znienawidzonej z charakteru, ale umiłowanej z wyglądu zewnętrznego rasy staram się to jakoś ogarnąć i stawiam surowe rygory: 
1. Nie słuchać się ludzi, którzy nie mają pojęcia jak wytresować psa.

Zapewne to zawsze rasa jest winna swojemu złemu zachowaniu, a nie brak zainteresowania psem ze strony właściciela. Tak jak to bywa ze stereotypami o Pitbullach, które zawsze, wszędzie i o każdej porze są agresywne, i nic nie da się z tym zrobić. W mieście, w którym mieszkam NIGDY nie widziałem agresywnego Pitbulla i nigdy nie słyszałem o ich ataku na człowieka, co zdarza się oczywiście w stanach (skąd to się wszystko wzięło tak jak wszystko inne), gdzie te psy nie mają opiekunów i biegają luzem automatycznie pozbawione tresury, dlatego zachowują się tak, a nie inaczej. Jednak z drugiej strony, co drugi Labrador, którego widzę jest spasiony i ledwo co idzie, ale tak to jest oczywiście kwestia rasy, przecież dobrze zbudowane labradory nie istnieją. Odwołując się do porad i ciekawostek, którymi każdego dnia jestem zaszczycany - przeważnie ludzie, którzy to mówią idą właśnie ze świnią (czytaj: Beagle) na smyczy.

Od jakiegoś czasu próbuję przystosować i przyzwyczaić własnego psa do jakichś tam norm, dlatego postanowiłem zaprosić swoją dziewczynę z jej psem Yorkiem do siebie do domu i przetestować umiejętności społeczne Loli. Okazało się, że dwumiesięczny piesek potrafi bawić się jedynie poprzez podgryzanie drugiego psa, a wiadomo Yorki jak to Yorki przeważnie mają dłuższą sierść (włosy, Yorki mają włosy) no i ta Lola tak podgryzała Fadusia, tego Yorka, że wyrywała mu głębki włosów ze skóry, a on przestraszony uciekał tam gdzie ona nie potrafi się dostać, czyli na sofę. Jednak na zewnątrz gdzie miejsca zrobiło się trochę więcej, to Fado poganiał Lole, bo ta jeszcze bez dobrej koordynacji wywalała się przy każdym zakręcie. 

Posiadanie psa stawia pretekst i dodatkową motywacje do odrobiny ruchu, dlatego też biegam z nią codziennie nad jeziorem. Kiedy zaczynałem, bałem się ją trochę spuszczać ze smyczy, nie wiedziałem jak się zachowa, no bo jak ma się zachować szogun bez kontroli nad nim? Okazało się tak, że biegała za każdym innym człowiekiem, nieważne czy szedł, biegł czy też jechał na rowerze w innym kierunku niż ja. Raz było tak, że zerwała się za biegnącym facetem w przeciwną stronę, no a ja oczywiście z nią. Biegnie temu facetowi po kostkach podgryza go tam, ja biegnę za nimi i nagle facet się odwraca i mówi: "Mogę się zatrzymać jeśli pan chce" - Nie no co ty, biegnij sobie dalej.  Raz się rzuciła na kaczkę do wody na smyczy z krawędzi około pół metra. Rozpakowała sobie w samochodzie zakupy i zjadła pół kilo surowego mięsa mielonego po czym zrzygała się siostrze do szafy na ciuchy. Zmusiła nas do wielokrotnego zmieniania pościeli no i takie tam pieskie życie.