piątek, 21 marca 2014

ZAJEBISTY ZAPACH WIOSNY

Wraz z wczorajszym dniem rozpoczęła się kalendarzowa wiosna, a z nią przepiękna pogoda i dużo pozytywnego nastawienia. Dobrze jest w końcu wyjść na dwór nie wyglądając jak eskimos, cieszyć się delikatnym słońcem i poczuć po prostu zajebisty zapach wiosny. Mam nadzieję, że w niepamięć odejdą chodź na jakiś czas te szare i długie dni, a powiedzenie: "W marcu jak w garncu"- w tym roku okaże się jak najbardziej uzasadnione.

Dzisiaj "dzień wagarowicza" dlatego, moja nieobecność w szkole podobnie jak i u większości z was nie jest niespodzianką. Nauczycielom niech skacze gula, że muszą tam dzisiaj być, podczas gdy uczniowie masowo przesiadują na działkach, w lasach ogólnie w plenerze i oblewają ten dzień nie kierując się zupełnie zasadą: "Dżentelmeni nie piją przed południem" tanim alkoholem. Straż miejska i policja od tygodnia zapewne ostrzą pazury na dzisiejszy poranek, aby wykazać się umiejętnościami łapania prawdziwych rzezimieszków.  

Ale ja od samego rana postanowiłem iść na prawko i korzystając z okazji wyjeździć troszkę więcej godzin. Tak jak przeczuwałem po całym mieście kręciło się mnóstwo uciekinierów, raz musiałem przepuszczać przez ulicę kolumnę przedszkolaków w kamizelkach odblaskowych skandujących dziwne hasła. Z daleka wyglądało to jakby karły walczyły o równouprawnienie czy coś. I nic dziwnego, że tyle ich było, w końcu komu chciałoby się w taką pogodę przesiadywać w smętnej szkole i pisać sprawdzian lub słuchać swoistego pierdolenia nauczycieli.

Nie wiem dlaczego tak z dnia na dzień nagle pogoda jest zajebista, ale kwiatki rosną, ptaszki śpiewają, słoneczko grzeje - czego chcieć więcej?

środa, 19 marca 2014

Książki, kiedyś i dziś.



Przeciskając się przez trzy lata szkoły średniej mamy okazje przyjrzeć się z bliska polskiej literaturze, powąchać każdą zapomnianą i zatartą kurzem stronę. Literaturze, która robiła za dzisiejsze "bestsellery". Ludzie zachwycali się trylogią „Dziadów” niczym dzisiaj "Władcą pierścieni"."Cierpienia młodego Wertera" wyznaczały szlaki niczym "Hobbit". "Lalka" jako coś obszerniejszego dla spragnionych maniaków, zaspakajała jak "Gra o tron". Na dokładkę, na przerwę pomiędzy czymś ostrzejszym pozostawały fraszki, pieśni i treny coś jak zbiór opowiadań o "Wiedźminie" i balladach trubadura Jaskra.

Powyższa analogia miała oczywiście na celu porównanie literatury (kiedyś, a dziś). Nasze gusty pozmieniały się na tyle, że dzisiaj czytając w domu fantastykę, nic kompletnie nie rozumiemy kiedy sięgniemy po pisanego wierszem "Pana Tadeusza". Pierwsza myśl jaka się nasuwa to: "Jak oni mogli to kiedyś czytać?!" - czytać? Oni się tym wręcz jarali. Fabuła była na tyle silna, że ludzie po lekturze "Cierpienia młodego Wertera" zaczynali popełniać masowe samobójstwa (prawdziwa siła przekazu). Cała egzystencja polegała na tym, że treść książek była karykaturą okresów, w których powstawały, bądź przedstawiały sytuacje paralelne do tych, które czytelnicy przeżywali we własnym życiu.

 Z czasem powstawały wątki fikcyjne i bawiono się tym, póki na świat nie przyszedł ojciec fantastyki J.R.R. Tolkien i nie zrobił porządku z orkami, elfami oraz innymi smokami. Poustawiał stwory po kątach nadając im nie podważalny charakter i określony wygląd. Stworzył wierzę i garść bohaterów, którym następnie wymyślił przygodę. Tolkien zrobił to na tyle dobrze, że osoba, która po raz pierwszy w życiu sięgnie po jego książkę po kilku stronach powie: "Co to za elfy?! Jakie orki?!" po czym wyrzuci książkę w kąt i nigdy do niej nie wróci. Ale jeśli tak się nie stanie, wtedy fantastyka stanie się ukochanym gatunkiem tej osoby i w życiu nie przeczyta nic więcej. Kochać, albo nienawidzić.

Nasza polska literatura ma to do siebie, że oczywiście pisana staropolskim językiem i na dodatek często wierszem sprawia trudności w interpretacji. Nie raz osobiście miałem chwile kiedy stwierdziłem, że od kilku stron nie wiem o czym czytam, więc wróciłem dziesięć stron do tyłu. W takiej sytuacji świadomie spowalniamy tępo czytania co odrzuca nas od lektury.
 Książki zazwyczaj czytam w łóżku - czyli tam gdzie najwygodniej, jedną ręką trzymając książkę, a drugą ciepłą kawę. Niestety kiedy przyszło zmierzyć mi się z „Panem Tadeuszem” musiałem to zrobić przy biurku, ponieważ ta książka (z domowej biblioteczki) była większa i cięższa od mojego laptopa. Nie wyobrażam sobie dzisiaj czytać w podobny sposób moich ulubionych tytułów. Dzisiaj oczywiście można go przeczytać nawet w e-book’u.


Pasja, hobby, ulubione zajęcie – czytajmy co kochamy jednak, pamiętajmy, aby nie zapomnieć o literaturze.

poniedziałek, 17 marca 2014

Intel Extreme Masters IEM 2014 Katowice

Intel Extreme Masters (IEM), czyli mistrzostwa świata e-sportu! Tak jak rok temu cały event został zorganizowany w Katowicach pod dachem Spodka. Nie było mnie tam fizycznie i bardzo żałuję, ale byłem za to duchowo. Oglądałem każdy stream, czytałem wszystkie aktualności - mówiąc krótko byłem na bieżąco. Możemy być dumni, że to właśnie w Polsce, w Katowicach organizowane są mistrzostwa świata e-sportu i wychodzi nam to doskonale.

Niestety media przemilczały całe wydarzenie, miały kompletnie w dupie tematykę i wszystko co się działo w dniach 14-16marca w Katowickim Spodku. Być może zostało to podyktowane promowaniem czegoś "złego", bo dobrze wiemy jaką opinie potrafią mieć ludzie na temat gier komputerowych, a co dopiero jeśli mowa o tak wielkim wydarzeniu. Media nie chcą stawiać siebie w złym świetle jako "promotorzy zła". Świat się zmienia, a my musimy razem z nim, mówię tutaj o postępie technologicznym i zaakceptowaniem choćby takich eventów jak IEM, który jest czymś ważnym dla garści osób, która przekroczyła w tym roku (mam nadzieję) zeszłoroczną liczbę odwiedzin 50 tysięcy widzów.

Na gratulacje zasługują również nasi rodacy, czyli VIRTUS.PRO, którzy wywalczyli w tym roku mistrzostwo świata w "CS GO", zagarniając tym samym główną nagrodę o wysokości 50.000 euro!

niedziela, 16 marca 2014

NIE PROMUJMY KOŁTUŃSTWA

Droga do sukcesu, ten "przepis" na zwycięstwo, legendarny, mityczny i cholernie pożądany pergamin, zawierający w punktach od A do Z wszystkie kroki jak zostać kimś pt. "Kariera - szybko i łatwo". W rzeczywistości od lat nie zmienia zasad gry, kogo byśmy nie zapytali: "JAK?". Kogokolwiek byśmy nie podglądali i skanowali jego przeszłości. W końcu dojdziemy do wniosku, że to wszystko musi być poprzedzone ciężką pracą (dla niektórych syzyfową) i ogromnymi ambicjami, głową pełną nadziei, nawet jeśli wszystko wskazuje na to, że nic z tego nie wyjdzie. 



Jednak dzisiaj zastanawiam się dlaczego ludzie, którzy w życiu do tego doszli, są wpływowi i np. poprzez pracę w mediach, dzięki swojej rozpoznawalności promują innych? Nie chodzi mi tutaj o promocję artystów, piosenkarzy, ludzi z talentem i innych podobnych, którym wystarczyło wskazać kierunek palcem, którym wystarczyło podać rękę, aby i oni zdobyli tę sławę. Chodzi mi o promocję ludzi, których tak naprawdę nie powinno się promować. Dlaczego dzisiaj promuje się debili? Nie wiem czy ludzie inspirują się zachowaniami w stylu "a zrobię z siebie idiotę, co mi tam", może faktycznie tak. Jest wśród nas tyle kreatywnych ludzi robiących wielkie rzeczy, zasługujących naprawdę na rozgłos, ludzi których powinno dostrzec szersze grono. Zamiast ich ludzie w telewizji pokazują 9latka, który twierdzi, że rapuje, a zamiast interpunkcji użyje słowa %#@!, później %&*!#, kiedy zabraknie mu tchu &*#!@ no i od czasu do czasu tak dla porywu tłumu %&!@#! (nie wiem co się stało z rodzicami). To nie jest tak, że Ci dziennikarze zabawią się czyimś kosztem, pośmieją się i zrobią na wizji z niego kapuśniaka, a za kilka dni nikt nic nie pamięta. Ten chłopak weźmie całe przedstawienie na poważnie, wróci do domu z jeszcze większym zaangażowaniem i porytą banią od ilości wyświetleń jego filmiku, bo ludzie od razu zaczynają szukać czegoś więcej. Stwierdzi, że jest kimś. Jest artystą. Nawet nie zrobił tego minimum z "legendarnego pergaminu", a już zdobył rozgłos - za szybko, jeśli ktoś może mieć wątpliwości to odsyłam do teorii życiowych Panny Luxurii.

sobota, 15 marca 2014

Pierwsze wrażenie jest najważniejsze!

Wiem, że to chamskie, ale czy wam również zdarzają się takie sytuacje kiedy, widzicie kogoś po raz pierwszy lub po prostu wasz wzrok wycelował w osobę, którą tak po prostu za samą mordę lub styl jej "bycia" najchętniej potraktowalibyście zardzewiałą łopatą?

Są takie osoby, na które wystarczy po prostu spojrzeć (miarka od stóp do głowy) i już wiemy z jakim człowiekiem mamy do czynienia, lub jakiego człowieka subtelnie obserwujemy. Jest w takich osobach coś takiego odpychającego i tutaj nie wystarczy być tolerancyjnym, przecież tolerancja to również w pewnym sensie szacunek dla tej osoby, a skoro dana osoba ze startu okazuje się być głupkiem... no nie może być szacunku dla głupoty, nie może. Wcześniej miałem trochę wyrzuty sumienia z tego, że tak chamsko i gwałtownie oceniam ludzi, których nawet nie znam. Ale skoro od samego początku coś mi w nich nie pasuje, wręcz przeszkadza (a pierwsze wrażenie jest ważne), a potrafię być obojętny dla ludzi, którzy mnie de facto nie obchodzą. Nie czuję do nich takiej "odrazy", bo mi również nie wadzą i niech sobie żyją w moim otoczeniu swoimi kodeksami, dzięki którym świat dla nich staje się piękniejszy. Więc skoro pierwsze wrażenie nie wypaliło, a równocześnie z samego zachowania, stylu wypowiedzi są wręcz odpychający...no cóż. 

Na zajęciach wiedzy o społeczeństwie często mamy okazję przedyskutować jakiś problem na forum, oczywiście każdy wyraża własne zdanie, własny punkt widzenia i to jest w porządku. Póki nie odezwie się właśnie osoba XYZ, którą właśnie kojarzę z odgłosem uderzającej łopaty o twarz. Według mnie udział w dyskusji można brać jedynie kiedy ma się jakąś tam wiedzę na dany temat, bo nie rozumiem ile razy można bronić swoich poglądów tymi samymi argumentami, których na dodatek używa się przy każdym temacie i nie ważne czy mówimy o zaginięciu Boeinga 777 czy kwestii niedomknięcia dachu na narodowym stadionie podczas deszczu w trakcie trwania meczu, to zawsze można usłyszeć: "Tyle pieniędzy idzie na tych piłkarzy a gówno wygrywają! Tyle pieniędzy poszło na linie lotnicze i już są problemy! A siatkarze co chwile wygrywają, to oni powinni dostawać te pieniądze!" - i jak tutaj nie użyć tej łopaty, no jak?