środa, 19 marca 2014

Książki, kiedyś i dziś.



Przeciskając się przez trzy lata szkoły średniej mamy okazje przyjrzeć się z bliska polskiej literaturze, powąchać każdą zapomnianą i zatartą kurzem stronę. Literaturze, która robiła za dzisiejsze "bestsellery". Ludzie zachwycali się trylogią „Dziadów” niczym dzisiaj "Władcą pierścieni"."Cierpienia młodego Wertera" wyznaczały szlaki niczym "Hobbit". "Lalka" jako coś obszerniejszego dla spragnionych maniaków, zaspakajała jak "Gra o tron". Na dokładkę, na przerwę pomiędzy czymś ostrzejszym pozostawały fraszki, pieśni i treny coś jak zbiór opowiadań o "Wiedźminie" i balladach trubadura Jaskra.

Powyższa analogia miała oczywiście na celu porównanie literatury (kiedyś, a dziś). Nasze gusty pozmieniały się na tyle, że dzisiaj czytając w domu fantastykę, nic kompletnie nie rozumiemy kiedy sięgniemy po pisanego wierszem "Pana Tadeusza". Pierwsza myśl jaka się nasuwa to: "Jak oni mogli to kiedyś czytać?!" - czytać? Oni się tym wręcz jarali. Fabuła była na tyle silna, że ludzie po lekturze "Cierpienia młodego Wertera" zaczynali popełniać masowe samobójstwa (prawdziwa siła przekazu). Cała egzystencja polegała na tym, że treść książek była karykaturą okresów, w których powstawały, bądź przedstawiały sytuacje paralelne do tych, które czytelnicy przeżywali we własnym życiu.

 Z czasem powstawały wątki fikcyjne i bawiono się tym, póki na świat nie przyszedł ojciec fantastyki J.R.R. Tolkien i nie zrobił porządku z orkami, elfami oraz innymi smokami. Poustawiał stwory po kątach nadając im nie podważalny charakter i określony wygląd. Stworzył wierzę i garść bohaterów, którym następnie wymyślił przygodę. Tolkien zrobił to na tyle dobrze, że osoba, która po raz pierwszy w życiu sięgnie po jego książkę po kilku stronach powie: "Co to za elfy?! Jakie orki?!" po czym wyrzuci książkę w kąt i nigdy do niej nie wróci. Ale jeśli tak się nie stanie, wtedy fantastyka stanie się ukochanym gatunkiem tej osoby i w życiu nie przeczyta nic więcej. Kochać, albo nienawidzić.

Nasza polska literatura ma to do siebie, że oczywiście pisana staropolskim językiem i na dodatek często wierszem sprawia trudności w interpretacji. Nie raz osobiście miałem chwile kiedy stwierdziłem, że od kilku stron nie wiem o czym czytam, więc wróciłem dziesięć stron do tyłu. W takiej sytuacji świadomie spowalniamy tępo czytania co odrzuca nas od lektury.
 Książki zazwyczaj czytam w łóżku - czyli tam gdzie najwygodniej, jedną ręką trzymając książkę, a drugą ciepłą kawę. Niestety kiedy przyszło zmierzyć mi się z „Panem Tadeuszem” musiałem to zrobić przy biurku, ponieważ ta książka (z domowej biblioteczki) była większa i cięższa od mojego laptopa. Nie wyobrażam sobie dzisiaj czytać w podobny sposób moich ulubionych tytułów. Dzisiaj oczywiście można go przeczytać nawet w e-book’u.


Pasja, hobby, ulubione zajęcie – czytajmy co kochamy jednak, pamiętajmy, aby nie zapomnieć o literaturze.